1. Rajd rowerowy „Cykliczna Żyrafa”

W dzisiejszą sobotę odbyło się pierwsze wydarzenie zorganizowane przez Stowarzyszenie ŻYR.A.F.A. (którego jestem jednym z założycieli). Wydarzeniem tym był rajd rowerowy. Rajd oczywiście towarzyski i rekreacyjny. Nazwany został „Cykliczną Żyrafą” i prowadził trasami Bolimowskiego Parku Krajobrazowego. Planowaliśmy przejechać około 50 kilometrów, a przejechaliśmy 70… Było warto!

Planowaliśmy trasę 50 kilometrową. Niemniej jednak plan planem, a rzeczywistość, rzeczywistością. Dzień przed rajdem oberwało się niebo. Po raz kolejny nad Żyrardowem przeszła wielka burza, która sprawiła, że las, który w normalnych warunkach często jest podmokły, zamienił się w jedno wielkie bajoro. W dzień rajdu z samego rana obawy się potwierdziły. Droga na Łubno, którą mieliśmy wyjeżdżać z Żyrardowa była kompletnie niezdatna do użytku. Byłem, widziałem i nogi umoczyłem.

Z tego też względu wybraliśmy dużo łatwiejszy i suchszy asfalt przez Sokule. Na trasę ruszyliśmy w dosyć sporej 18-osobowej grupie. Byłem zaskoczony frekwencją, bo promocji wydarzenia nie poświeciliśmy jakoś specjalnie wiele czasu. Wiedziałem też, że na Jesionce dołączą do nas jeszcze dwie osoby. Jedną z nich był Jacek – Prezes Żyrafy, który to prowadził większość trasy. Ja drogi znam tylko do miejsc, do których dobiegłem.

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa"W każdym razie droga do Jesionki minęła szybko i sprawnie. Zaskakiwało mnie nieco tempo rajdu. Nie był to wyścig Tour de France, ale nie było też jakoś przesadnie wolno. Pedałowałem na przerzutkach 2-3 a prędkość mięliśmy tak między 15 a19 km/h. W tych widełkach trzymaliśmy się do samego końca.

W Jesionce dołączyli koledzy. Jeden na początki wsi, drugi na końcu. Od tego miejsca prowadził Jacek.

Pojechaliśmy przez Rezerwat Puszcza Mariańska. Jeden z kilku rezerwatów w Bolimowskim Parku Krajobrazowym. Ten jest położony najbliżej Żyrardowa. Zapamiętamy z niego spadnięty łańcuch, stada komarów, delikatną pogoń za peletonem, stada komarów, sporo błota i… stada komarów. Tak prawdę mówiąc, każde zatrzymanie się skutkowało rojem komarów i ryzykiem bycia pożartym przez nie żywcem. Chciałem przejechać ten odcinek jak najszybciej. Tak, więc zaczynałem go będąc na końcu stawki a wyjechałem z lasu gdzieś w czołówce.

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - nad Rawką

 

W rezerwacie nabiłem sobie pełno błota w opony. Kiedy tylko na asfalcie rozwinąłem sensowną prędkość całe te błoto zaczęło się odrywać i strzelać w górę. Błotnika z przodu nie mam, więc większość przyjąłem na klatę. Dobrze, że ubrałem się na czarno…

W Puszczy Mariańskiej popas. Zatankowałem 1,5 litra wody mineralnej do bukłaka i mogliśmy jechać dalej.

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - zdjęcie grupoweKawałek dalej trójka uczestników rajdu postanowiła oddzielić się od grupy i zrobić sobie dodatkową przerwę. No cóż. Z tego, co z nimi rozmawiałem, to mieliśmy się spotkać przy młynie. Nie wiem tylko, przy jakim młynie, bo jak się później okazało młyny na trasie minęliśmy dwa. Ekipa, która się od nas oddzieliła, już nas nie dogoniła.

Jacek prowadzi nas tak, że większość osób nie wie gdzie dokładnie jesteśmy. Na pytanie gdzie jesteśmy padają dwie sensowne odpowiedzi: „w lesie” oraz „na rowerach”. Obstawiałem wtedy, że jesteśmy też w powiecie Żyrardowskim. Teraz jak patrzę na przebieg trasy wiem, że się myliłem. Nie byliśmy już ani w powiecie Żyrardowskim ani nawet w województwie Mazowieckim.

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - młyn nad Rawką

 

Dojechaliśmy do pierwszego młyna. Znajduje się niedaleko Samic (taka wieś). Do lat świetności mu brakuje wiele. Tak prawdę mówiąc to dziw, że jeszcze coś z tego młyna zostało. Zwiedzać nie ma, co. Robimy mały popas połączony ze zdjęciami i jedziemy dalej. Tym razem na Rawkę.

Długa i milutka prosta kończy się niespodziewanie. Skręcamy ostro w jakąś ziemną wąską drogę. Prowadzi w dół, więc jadę cały czas na hamulcu, aby nie wjechać w tych przede mną. Trochę karkołomnie. Chwilę potem kolejna niespodzianka. Most z powyłamywanymi deskami. Przypomina taki z programów Cejrowskiego. Raz decha jest, raz jej nie ma. A jak nie ma, to albo przybita jest nowa na wierzch, albo nie. Przejechać się nie da. Trzeba rowery przeprowadzić. Potem trochę piachu. Podejście pod nasyp kolejowy i Volia – znowu jesteśmy nad rzeką Rawką. Tym razem na dzikiej plaży. Chciałoby się wykąpać, ale jedziemy dalej.

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - rower

 

Potem lasem przez jedne tory, drugie tory, most na Rawce z młynem (tym drugim) i dojechaliśmy do Żabki. Kolejny popas. Największy z tych, które odbyły się na trasie rajdu. Tym razem bukłak, zalałem colą. Miałem już dosyć wody. Chciałem coli, więc wlałem colę. Podczas odgazowywania zalałem tylko sobie trochę ręce, przez co już do samego końca trochę za bardzo kleiłem się do swojego roweru. Ale co tam! Cola była cudowna!

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - młyn na Rudzie

 

Potem lasem na Budy Grabskie. Tam spotykamy dwójkę rowerzystów. Spóźnili się na start, więc jechali naszą trasę pod prąd. Dołączyli. W ten sposób znowu skład osobowy naszego rajdu uległ zmianie.

Dojechaliśmy do Bartnik. Do tych samych, do których, ale już w zupełnie innym celu, zawitam w najbliższy poniedziałek. W Bartnikach po raz pierwszy od dłuższego czasu wiedziałem gdzie jestem. Jakbym miał stąd wracać to bym sobie poradził bez problemu. Następnie jedziemy przez Grabinę do Durchowej Drogi i dalej na Franciszków.

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - na trasie

 

Jeszcze przed Franciszkowem trafia nam się mały OS. Sto, dwieście metrów po żółtym piachu. Mieli się. Zrzucam przerzutki i jadę dalej. Znowu się mieli. Zrzucam jeszcze bardziej. Przede mną jadą, to nie mam zamiaru stawać. Ooops! Pierwszy leży w piachu. Aby nie wjechać w niego też się zatrzymuję, ale potem ruszam dalej. Piach jakoś przepchnąłem. Większość idzie z rowerami. Było ciężko, więc wszystkim należy się mały popas. Odpoczywamy.

Od tego miejsca już jest prosto, bo po asfalcie. Przez Franciszków do Jesionki. Tam oddzielają się chłopaki, którzy tam do nas dołączyli. Chwilę później ustalamy, że wracamy przez las. Nie czarną, zalaną drogą, tylko zupełnie inną. Biegałem nią rano i nie jest najgorzej, więc nie mam nic przeciwko. Jest tam tylko jedna kałuża…

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - na trasiePrzez tą jedną kryzysową kałużę przeprawiamy się z różnym skutkiem. Ja zrzucam przerzutki i przejeżdżam środkiem. Zanurzam się grubo po felgi i koła uciekają, ale przejeżdżam suchą stopą. Niektórzy obchodzą bokiem. Niektórzy się moczą w kałuży. Wszyscy natomiast docierają na drugą stronę. Możemy jechać.

Drugim smaczkiem powrotu przez las jest rura melioracyjna. Taka duża okrągła zakopana w ziemi. To przez nią przeprawiamy się przez obwodnicę Żyrardowa. A raczej pod obwodnicą Żyrardowa. To był piękny widok. Kilkanaście osób z rowerami chyłkiem przechodzących przez zakopaną w ziemi rurę. I jeszcze się uśmiechają!

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - przechodzimy przez rurę melioracyjną

 

Kończymy tam gdzie zaczęliśmy, czyli na placu Jana Pawła II. Dotarliśmy tam w równie dobrych humorach, co zaczynaliśmy rajd. Przejechaliśmy razem około 70 kilometrów. W rajdzie łącznie wzięły udział 22 osoby. Mimo początkowych obaw udało się rewelacyjnie. A chyba najmilszym komplementem, jaki usłyszeliśmy było pytanie „To, kiedy następny rajd?”

Żyrafa zdała swój pierwszy egzamin.

I Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - trasa

 

PS: I jeszcze gwoli ścisłości: Endomondo naliczyło mi 72,77 kilometra. Od ośmiu lat tyle na raz na rowerze nie przejechałem!! Było warto!

2 myśli na temat “1. Rajd rowerowy „Cykliczna Żyrafa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *