3. Rajd rowerowy „Cykliczna Żyrafa” – zamoczyć nogi w Rawce

W może niezbyt piękne, ale na szczęście ciche i suche wrześniowe przedpołudnie Żyrafa po raz trzeci wyruszyła na szlaki Bolimowskiego Parku Krajobrazowego. Tym razem na blisko 40 uczestników czekała ponad 50 kilometrowa trasa z planowym postojem na zakupy w Żabce oraz małym popasem nad samą rzeką Rawką w miejscu zwanym „oberwanką”.

Ale zanim tam dotarliśmy musieliśmy udać się na zbiórkę. Tym razem pomni problemów, jakie niesie ze sobą przejazd kolumny rowerów przez miasto, ulokowaliśmy start nieco na uboczu. Jego miejscem był tor kolarski przy ulicy Żeromskiego w Żyrardowie. Miejsce dobre z dwóch względów. Po pierwsze, od toru zaczyna się wylotowa droga z miasta w stronę lasu. Po drugie, dotarcie na miejsce zbiórki zajmuje mi dosłownie minutę.

Na starcie, mimo braku słońca i nieprzekonywującej pogody, stanęło 39 osób. Nie było tym razem reprezentacji Derekbike Team, ale w peletonie rajdu pojawił się za to UKTR Vagabundus oraz czwórka rowerzystów z Sochaczewa, którzy na zbiórkę przyjechali na rowerach. Oni, zanim jeszcze zaczęliśmy, mieli w nogach 30 kilometrów.

Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - startTak to właśnie kwadrans po godzinie dziesiątej wyjechaliśmy w drogę. Pierwsza część trasy dosyć standardowa. Przez Działki i na Sokule. Przeraziło mnie tylko trochę tempo czołówki. Tradycyjnie już przypadło mi prowadzenie rajdu na pierwszych kilometrach. Więc zacząłem prowadzić jadąc około 17-18km/h, co według mnie było optymalnym (a nawet ciut za szybkim) tempem po równej, asfaltowej drodze. Niemniej jednak niektórym było mało i z przodu szybko zmajstrowała się grupka uciekających, która oddalała mi się w oczach.

W jeden peleton połączyliśmy się na Sokulu. Tam dołączył do nas budowniczy trasy – Jacek.

Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - Jacek planuje trasę

 

Chwilę później zaczęła się też ziemna droga i peleton zaczął trzymać się razem. Kolejna część trasy to Antoniew i Prościeniec. Tutaj peleton wyglądał bardzo ładnie. Jechaliśmy jedną dużą grupą i jeśli ktoś zostawał z tyłu to były pojedyncze osoby. Ostatnimi jak zwykle opiekował się Michał, wspierany tym razem przez… drugiego Michała.

Po przejechaniu przez Prościeniec wjechaliśmy w las. Minęliśmy bezimienną mogiłę rosyjskich żołnierzy z I wojny światowej i pojechaliśmy prostą na przestrzał drogą do Bud Grabskich. Momentami było wąsko. Momentami piaszczyści. Momentami pod górę. Szkoda tylko, że droga prowadzi aż tak prosto, ale poza tym jest całkiem fajna. Dobrze by się po niej biegało. Szkoda, że tak daleko od Żyrardowa. Większość tego odcinka przegadałem pilnując tyłu głównego peletonu.

Do Bud Grabskich gdzie zorganizowaliśmy mały postój w „Grabskim Siole” dojechaliśmy w dwóch grupkach. Pierwszy był główny peleton, a kilka minut za nim tylna grupa, w której jeden z rowerzystów miał problemy z kolanem. W „Grabskim Siole” można było napić się herbaty czy kawy. Można było kupić też coś do zjedzenia czy to na drogę czy na miejscu.

Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - Grabskie Sioło

 

Kiedy wszyscy się najedli i napili ruszyliśmy dalej. Tym razem w kierunku Rawki. Ten odcinek początkowo był łagodniejszy, bo poprowadzony szerokimi lub asfaltowymi drogami. Ale to by było za proste by takimi szerokimi drogami dojechać do Rawki. Nagle zrobiło się zamieszanie a cały peleton zjechał w wąską, meandrującą po krzakach dróżkę. Czad!

Nie wiadomo, kiedy i nie wiadomo jak dróżka się skończyła a przed nami ukazała się Rawka. Stąd już rzut beretem do sklepu Żabka, który był może nie jedynym, ale najlepszym punktem na trasie do zrobienia zacnych zakupów. Natomiast, aby je skonsumować udaliśmy się nad rzekę Rawkę na dzikie kąpielisko zwane „oberwanką”. Tam można było się zrelaksować, skonsumować to, co kupiliśmy w Żabce, a nawet… wejść do rzeki.

Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - nad Rawką

 

Woda była całkiem, całkiem. Nie to, co w lato, ale nawet nie będąc morsem mógłbym się w niej wykąpać.

Od tego miejsca zaczęliśmy wracać w kierunku Żyrardowa. Najpierw obraliśmy kierunek na Bartniki. Tam złapaliśmy pierwszego kapcia. Dwójka rowerzystów zajęła się zmianą dętki a reszta peletonu pojechała dalej. Mieli nas dogonić i dogonili.

Rajd tymczasem jechał cywilizowanymi asfaltowymi drogami. Z Bartnik na Radziwiłłów. Z Radziwiłłowa na Franciszków. W Franciszkowie kolejna awaria. Tym razem łańcuch się rozpiął. Znowu dwójka rowerzystów w tym budowniczy trasy – Jacek, została z tyłu by naprawić łańcuch.

Od tego miejsca znowu ja przejąłem pałeczkę prowadzenia peletonu. Po raz pierwszy mieliśmy wracać do Żyrardowa „czarną drogą”. Za pierwszym razem była całkowicie zalana i omijaliśmy cały las. Za drugim razem była zalana częściowo, więc jechaliśmy przez las, ale objazdem. Dziś po raz pierwszy rajd jechał cały czas prosto. Byłem tu rano, więc wiedziałem, że się da.

Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - jadę

 

W lesie peleton się rozciągnął. Przednia grupa, za którą jechałem to jakieś 8-10 osób. Za nami jechali w sporych odstępach kolejni. Tak dojechaliśmy do końca lasu. Tam na ulicy Wypoczynkowej peleton zatrzymał się czekając na wszystkich.

Było to też pierwsze miejsce pożegnań. Pożegnaliśmy tych, którym jechanie na metę z powrotem pod tor kolarski było nie po drodze. Pożegnaliśmy tych, którzy jechali na pociąg. Została mniej więcej połowa peletonu. Ale cały czas nie było Michała, który zamykał rajd.

Jeden telefon wyjaśnił sprawę – awaria, czyli kolejna guma. Złapali ją na początku lasu, więc zostali z tyłu już od samego początku. Potem mieli problem z źle założoną oponą. W końcu wyjechaliśmy im na przeciw by pomóc.

Ostatecznie w drodze na tor kolarski oddzieliło się jeszcze kilku uczestników, którym przejeżdżaliśmy pod domem i w sile 9 osób dojechaliśmy do toru, gdzie rajd został ostatecznie zakończony. Przejechaliśmy, według naszych liczników rowerowych i GPSów, 57 kilometrów.

Rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - przejechaliśmy 57 kilometrów

 

Wnioski

Wnioski w większości pozytywne. Na pewno dużym plusem było przeniesienie startu na tor kolarski. Plac przed nim zapewnia wystarczająco dużo miejsca, a przede wszystkim zapewnia łatwy i bezkonfliktowy wyjazd z Żyrardowa w kierunku Puszczy Bolimowskiej. Plusem była też coraz lepsza nasza organizacja w peletonie. Z każdą kolejną edycją wychodzi nam to coraz lepiej. Minus znalazłem tylko jeden – za częste przerwy. Do Bud Grabskich, czyli pierwszego przystanku było 24 km, sklep Żabka to 28 kilometr a „oberwanka” to 31… Trochę za gęsto.

Niemniej jednak trzecia edycja rajdu była edycją najbardziej udaną. I pod względem frekwencji i pod względem organizacji samego rajdu. Może tylko pogoda mogłaby być lepsza, ale cóż… Nie można mieć wszystkiego.

Zapraszam na kolejne edycje!

5 myśli na temat “3. Rajd rowerowy „Cykliczna Żyrafa” – zamoczyć nogi w Rawce

  • 23.09.2013 o 20:10
    Permalink

    ogólnie rajd był do potęgi n i czekamy na więcej takich udanych imprez

    Odpowiedz
    • 23.09.2013 o 21:35
      Permalink

      Miło słyszeć, że rajd się podobał 🙂 Na chwilę obecną brak konkretów, ale to zdecydowanie nie była ostatnia tego typu impreza.

      Odpowiedz
  • 25.09.2013 o 07:58
    Permalink

    Paweł, a rajd był w sobotę czy niedzielę?
    Wycieczka rowerowa (choć były i piesze) po Parku Bolimowskim od strony woj. łódzkiego była w sobotę, jako część fajnej akcji „pociągiem w łódzkie”. Ja akurat na tej sobotniej nie byłam, ale skojarzyłam „czas i miejsce akcji” 🙂
    Może mijaliście się gdzieś na trasie?
    http://www.rsip.lodzkie.pl/ tutaj są opisy wycieczek, i rowerowej i pieszej.

    Odpowiedz
    • 25.09.2013 o 09:15
      Permalink

      W niedzielę, więc nie mieliśmy szans aby się minąć.

      Dzięki za link. Dobrze wiedzieć co się dzieje w regionie 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *