5 rzeczy które zabieram na rower

Ostatnio dużo jeżdżę i najczęściej przed wyjściem pakuję się w mały plecak. Wtedy może pojawić się problem co ze sobą zabrać? Może, ale nie musi. Tak naprawdę są tylko trzy rzeczy które zawsze zabieram ze sobą. Kolejne dwie zabieram czasami. Reszta jest zbędna.

Zaczynam od najważniejszego

1. Woda lub inny napój – zawsze

Słuchając się wyłącznie dietetyków powinienem napisać że najlepiej jakbym zabrał ze sobą izotonik tak aby uzupełniać na bieżąco mikroelementy, które tracę podczas jazdy. Tak było by najlepiej i tak też czasami robię rozrabiając sobie izotonik w bidon.

Czasami natomiast mam w bidonie coś innego. Często też uzupełniam płyny w lokalnych spożywczakach a tam o izotoniki ciężko, tym bardziej, że nie przepadam za tymi gotowymi typu powerade czy oshee… Dlatego też czasami mam w bidonie zwykłą wodę, czasem napój typu icetea, a czasem kiedy już jestem bardzo zmęczony i organizm dopomina się cukru to colę

2. Narzędzia rowerowe – zawsze

Gdyby to zależało ode mnie i mojej wygody to najchętniej ich bym nie zabierał. Pakując się w mały plecak nie chcę marnować miejsca na rzeczy których i tak na 99% nie użyję. Przyzwoitość i pozostały 1% każe mi natomiast zabrać ze sobą 2-3 rowerowe klucze, zapasową dętkę i (małą) pompkę. Wystarczy w przypadku złapania kapcia oraz różnych drobnych awarii. Na szczęście jeszcze nie musiałem z nich korzystać.

Do szeroko pojętych narzędzi, które zabieram ze sobą zaliczam też zapięcie rowerowe. Przydaje się kiedy trzeba rower zostawić na chwilę przed sklepem spożywczym.

Apropos sklepu…

3. Portfel, telefon – zawsze

A może nie tyle portfel co pieniądze. Koniecznie w formie żywej gotówki bo w większości sklepów na większości wiosek nie przyjmują kart płatniczych. Czasami panie ekspedientki wręcz podliczają mnie na szarym papierze leżącym na ladzie. To jest dopiero podróż w czasie.

Telefon to awaryjna forma kontaktu. Ale kontaktu z mojej strony, bo kiedy telefon z wyłączonym dzwonkiem leży zapakowany w foliową torebkę to raczej nikt do mnie się nie dodzwoni.

Jazda na rowerze

Tyle z rzeczy obowiązkowych, które trzeba i wypada mieć wyjeżdżając z domu. Czasami warto mieć też jeszcze coś…

4. Wiatrówka – czasami

To jedyna rzecz z ciuchów jaką czasami pakuję do plecaka i zabieram ze sobą. Lekka, cienka, po złożeniu wielkości kostki mydła – taka wiatrówka to ideał. Nie wiem czy są oddzielne wiatrówki na rower, ale wiem że ta którą używam do biegania sprawdzi się znakomicie. Ochroni przed wiatrem, chłodem, deszczem. Przydatna rzecz, która potrafi uratować tyłek.

5. Nawigacja/mapa – czasami

W dobie zegarków z GPSem można sobie darować jakiekolwiek inne pomoce nawigacyjne. Tym bardziej jeśli jeździ się z grubsza po znajomej okolicy. Co jeśli jednak jadę gdzieś dalej lub co gorsza nie mam pomysłu na trasę i improwizuję? Nie da się wtedy wrzucić tracka do zegarka i ustawić waypointów. Zegarek wszędzie mnie nie poprowadzi.

Przydaje się wtedy klasyczny nawigator GPS albo… mapa. Taka najzwyklejsza papierowa, choć bardziej solidna będzie taka laminowana. Z mapy na rowerze korzystałem sporadycznie ale bywały takie dni i momenty że bez niej narobiłbym sporo nadprogramowych kilometrów.

A co z jedzeniem?

Jedzenia nie biorę. Wyskakując sobie na dwie góra trzy godzinki nie potrzebuję jeść w trakcie. Wystarczy solidny posiłek przed. Natomiast jeżdżąc cały dzień posilam się tym co mogę kupić w sklepach spożywczych. O ile zabrałem ze sobą pieniądze…

Bo przecież zabrałem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *