To był mój najlepszy rowerowy rok!

To był dobry rok. Ba! Najlepszy jaki tylko miałem patrząc pod kątem rowerowym. Objechałem pół mazur i w ciągu roku, a tak na prawdę w ciągu kilkumiesięcznego sezonu, przejechałem ponad 4000 km – najwięcej odkąd jeżdżę na rowerze.

W tą niedzielę pojechałem po raz „ostatni” w tym roku. Podczas nieoficjalnego pożegnania sezonu przejechaliśmy łącznie około 50 kilometrów, ale bardziej niż kilometry istotne było wspólne pożegnalne ognisko. Co miałem w tym roku przejechać już dawno przejechałem. Teraz już będzie można rower serwisować i czekać na wiosnę.

To był rowerowo dobry rok. Najlepszy ze wszystkich. Dotychczas roczny rekord kilometrów na rowerze w moim wykonaniu to było jakieś 2000-2200 km. Dokładnie nie pamiętam bo stare rowerowe zapiski zaginęły gdzieś w czeluściach. W tym roku uzbierało się tych kilometrów ponad 4000. I choć do końca roku zostały jeszcze ponad 2 miesiące to nie planuję już większych wyjazdów i jeśli w tym roku nie wyjadę już ani razu na rower, nie obrażę się.

Kiedy myślę o tym roku w kontekście rowerowym widzę Grunwald. Ten tygodniowy wyjazd to było coś na co miałem chęć już od jakiegoś czasu. Coś co udało się zrealizować. W sierpniu pojechałem na mazury i przez tydzień jeździłem po okolicy. Nie miałem planu. Budziłem się kiedy słońce świeciło mi w twarz, jadłem śniadanie i jechałem przed siebie.

Olsztyn - Wysoka brama

Jeździłem tak od miasta od miasteczka. W swojej grunwaldzkiej bazie nie miałem prądu więc po poranną kawę jechałem jakieś 15 km. Obiady jadałem w miejscowych restauracjach, zajazdach i karczmach. Czasami obiad robiłem na ognisku. Odcięty od mediów, od prądu i codzienności moje życie składało się z dwóch rzeczy jazdy i spania. W międzyczasie jeszcze z planowania posiłków aby była siła pedałować. To był jeden z najlepiej spędzonych tygodni w moim życiu. Chciałbym to powtórzyć ale w nieco innym miejscu.

Nie tylko Grunwald

Ale jeździłem nie tylko po mazurach. Masę kilometrów wykręciłem na trasie dom-praca-dom. W wakacje jeździłem do pracy co najmniej raz a często dwa razy w tygodniu. W obydwie strony wychodziło razem 120 km. Łatwo było robić kilometraż.

Poznałem też kilka nowych miejsc. Na pewno Wyszogród – miasto znane z mostu przez Wisłę. Do ubiegłego roku ani razu w nim nie byłem. W tym roku byłem w nim lub przejeżdżałem przez nie pięć razy. Wracając z mazur w Wyszogrodzie czułem się już jak w domu.

Z ciekawszych miejsc byłem jeszcze na Syberii. To taka malutka wieś gdzieś pod Brzezinami. Położona z daleka od przelotowych dróg więc nie da się jej zaliczyć „niechcący”. Pojechaliśmy tam z pełną premedytacją.

Syberia - tablica

Podobnie z pełną premedytacją i w poszukiwaniu ciekawie brzmiących nazw, pojechałem do Małej Wsi Przy Drodze. Wieś ta na prawdę jest mała i na prawdę znajduje się przy drodze. Znajduje się w wąskim pasie Mazowsza pomiędzy skrajem Puszczy Kampinoskiej a Wisłą. W tym roku ten kawałek Polski polubiłem i objeżdżałem wielokrotnie.

Mała Wieś przy Drodze

Czy czegoś nie zrobiłem? Nie. Wszystkie główne rowerowe pomysły i cele udało się zrealizować. Bez większego planowania zrobiłem nawet więcej niż chciałem i niż mogłem sobie na wiosnę wyobrazić.

Jak będzie w przyszłym roku. Nie wiem. Czas pokaże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *