Mazury 2016 – Olsztyn i Olsztynek (a może odwrotnie?!)

Dzień drugi „Operacji Grunwald” to pierwszy dzień który miał być spędzony w całości na jeżdżeniu po Mazurach. Więc gdzie pojechać na dobry początek? Do największego miasta regionu – Olsztyna, po drodze zahaczając o mniejszy Olsztynek.

Rano pogoda nastrajała pozytywnie. Wstałem, ogarnąłem się, zjechałem nad jezioro się wykąpać i pojechałem na Olsztynek.

Droga do Olsztynka z Grunwaldu jest prosta jak budowa cepa. Cały czas prosto do węzła Grunwald a potem wzdłuż ekspresówki S7. To tylko 15 km. Wszystko brzmi ładnie poza tym ze teren na zmianę wznosi się i opada. Jeszcze się nie przyzwyczaiłem, a tutaj jest tak wszędzie.

 

Olsztynek - rynekW Olsztynku jak w Olsztynku. Mamy ładny odrestaurowany rynek z fontannami na środku. Mamy sklepy, bankomaty i wszystko czego dusza zapragnie. W Olsztynku jest też gotycki zamek z czasów krzyżackich a raczej jego pozostałości w których obecnie mieści się szkoła.

Olsztynek - zamek

Za Olsztynkiem następny na szlaku jest Olsztyn… Nie za bardzo tylko wiadomo jak do niego dojechać. Drogą krajową?! Najłatwiej. Bocznymi drogami?! Można choć nie ma dla „krajówki” takich naturalnych alternatyw zbyt wiele. Większość przez lasy i wymagające kombinowana. Wybrałem krajową 51.

To nie była najlepsza decyzja. A raczej była jeśli chciałem do Olsztyna dojechać jak najszybciej. Jeśli chciałem dojechać spokojnie to ze względu na spory ruch jest to jedna z gorszych propozycji. Większość drogi na odcinku Olsztynek-Olsztyn to jeden wielki plac budowy. Dowiedziałem się o tym dopiero jak tam wjechałem. Tam gdzie jest jeszcze stara trasa 51 jest też pobocze i jedzie się dobrze. Tam gdzie jest jakiś wąski pas asfaltu przez plac budowy, niekoniecznie. Rowerem po placu budowy z tirami jeździ się mało komfortowo.

Olsztynie! Witaj ponownie!

Ulga pojawiła się w Olsztynie. Zmalał ruch. Pojawiły się normalne, nie zaorane przez koparki ulice. Znam to miasto dobrze. Wjechałem więc najkrótszą drogą na rynek i pod wysoka bramę. O godzinie 10-11 jest tu jeszcze pusto. Za kilka godzin jak turyści wstaną i się zjadą będzie większy ruch. Są takie pustki, że mogłem sobie wybierać w której restauracji i przy którym stoliku usiądę. Wszystkie stoliki są wolne.

Olsztyn - Wysoka brama

W Olsztynie zjadłem wczesny obiad, naładowałem w restauracji telefon i pojechałem dalej. Tym razem chciałem wrócić do Olsztynka przez las…

Zgubić się, tylko dwa razy…

Wyjechałem więc przez osiedle Jaroty na Bartąg – taka mała miejscowość na Łyną z ładnym murowanym kościołkiem, a potem kierowałem się na Ruś. Ruchu na tej drodze nie było żadnego. W Rusi przejeżdżam przez małą zaporę na Łynie i wjeżdżam w las.

Ruś - zapora

Za Rusią zaczął się hardcore. Wjechałem w jakąś drogę i jadę. A tu jeden wąwóz, drugi wąwóz i piach pod kołami. Super droga z super klimatem, ale nie na jazdę rowerem na wąskich oponach i z sakwami… Było w cholerę ciężko…

Lasy warmińskie

W końcu wyjechałem na jakąś asfaltową drogę. W którą teraz?! Logika zawiodła, bo z automatu skręciłem w lewo, ale kompas pokazał, że jadę na północ czyli kompletnie nie w tym kierunku co powinienem… Kręciłem się tak po tej drodze chwile aż z naprzeciwka wyjechał jakiś rowerzysta. Machnąłem, zatrzymał się.

Dowiedziałem się od niego gdzie jestem – na drodze Olsztyn-Butryny i że w tamta stronę mam jakieś 10-12 km do Butryn.

  • A jak na Pluski?!

Zapytałem gdyż jechanie przez Butryny to robienie wielu nadprogramowych kilometrów po głównych szosach, a ja wolałem się lasem przebić.

  • No to tu w prawo będziesz miał takie odbicie.
  • Ale jak i później tu?
  • Gdzie byś nie skręcił w asfalt w prawo dojedziesz do Łańska, potem jedz tak abyś miał jezioro po lewej i wyjedziesz na Pluski…

Jezioro Łańskie

Dojechałem w końcu do Jeziora Łańskiego. Jest OK. Tyle, że droga coraz mniejsza, i mniejsza… I w końcu zaczęła się urywać i dojechałem do jakiejś zamkniętej bramy. Patrzę na zegarek. Straciłem kolejne 7 km na tym szukaniu drogi przez las. Trzeba schować dumę do kieszeni i po prostu wrócić się do ostatniego miejsca gdzie znałem drogę. Ostatnie miejsce było właśnie jakieś 7 km wcześniej na drodze na Butryny.

Zgubiłem się

Kiedy dopchałem się do Butryn byłem w podłym nastroju. Dwa razy źle pojechałem i miałem w nogach jakieś 80 km, a mapa mówi, że nawet jak będę trzymał się głównych dróg to do Grunwaldu mam „tylko” kolejne 50. Na mapie widzę, że mógłbym pojechać przez las ze Swaderek, ale nie znając drogi mógłbym się po raz trzeci zgubić. A ja już chciałem po prostu wrócić do swojej bazy. Nie wiedziałem ile jeszcze mam sił na to pchanie pod gore i zjeżdżanie z kolejnych górek…

Wrócić do Olsztynka

Dlatego też końcówka już bez emocji związanych z gubieniem drogi. Na drogę 58 wyjechałem w miejscowości Zgniłocha. Stamtąd zostało 24 kilometry rollercostera na drodze krajowej do Olsztynka. Raz w górę… Raz w dół… Największy hardcore był na podjeździe za Kołatkiem. To ośrodek położony nad odnogą jeziora Plusznego. Aby się do niej dostać najpierw trzeba zjechać na łeb, a potem jest dłuuugi podjazd. Taki z lekkimi zakrętami. Kiedy za pierwszym lukiem masz nadzieję na wypłaszczenie, tam jest dalej pod gore. Za drugim lukiem znów jest pod górę, za trzecim zamiast wypłaszczenia kończy się las. Gdzieś za czwartym łukiem dopiero widać szczyt podjazdu. Łącznie jest to dobry kilometr pchania pod górę – największy podjazd z jakim miałem dotychczas do czynienia na Mazurach.

Kolejne podjazdy już mniejsze i już tylko kilka kilometrów do znajomego Olsztynka. Choć nie planowałem to drugi raz dziś w nim jestem.

Olsztynek - parking

Stad już tylko 15 km do mojej bazy na Grunwaldzie!

Łącznie natomiast, przez te wszystkie zagubienia się i objazdy wykręciłem 137 kilometrów. Po dwóch dniach mam 347 km. Jutro jadę dalej.

Mazury 2016 – zobacz co się działo kolejnego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *