Operacja Wisła, czyli jedźmy na północ tam musi być jakaś rzeka

Zawsze zaczyna się od pomysłu. Tym razem od jakiegoś czasu miałem pomysł, aby pojechać nad Wisłę na rowerze. Ot tak zamoczyć nogi/rower/cokowlwiek i wrócić. Potrzebny był tylko wolny dzień, niezła pogoda i jakiś towarzysz co by weselej było. A jak wszystki było, ruszyliśmy w drogę.

Wolny dzień się znalazł, pogoda również a towarzyszem był mój brat – Michał. Długo nie musiałem go namawiać.

Żyrardów – Górki

Pierwsza część trasy bez historii. Wyjechaliśmy z Żyrardowa o 8:00 rano i zaczęliśmy kierować się na północ. Przez pierwsze kilkanaście kilimetrów jechaliśmy drogami które i ja i brat znamy w ciemno. Tak przez Baranów dojechaliśmy na Kaski.

Na rowerach

 

Tam po raz pierwszy wjechaliśmy w drogi którymi żaden z nas nie jechał. Trasę przed startem oglądaliśmy na mapach więc z grubsza wiedzieliśmy jak jechać. Dodatkowo mieliśmy ze sobą takie zdobycze techniki jak nawigację GPS oraz moje Suntoo na na. Tradycyjna mapa też by się znalazła. Niemniej jednak kierowaliśmy się zasadą:

„Jedźmy na północ, tam musi być jakaś rzeka”

Do rzeki nie dojechaliśmy ale za to minąwszy Kampinos wjechaliśmy do Kampinoskiego Parku Narodowego.

Kampinowski Parka Narodowy

Pierwsza część przez KPN była równie prosta co dojazd do Kampinosu bo trzymaliśmy się głównej drogi na Górki. W tamtejszym spożywczaku mieliśmy zrobić sobie pierwszy popas. Nie wyszło. Do górek dojachaliśmy a sklep… czynny od 12:00. Zjedliśmy pod sklepem i pojechaliśmy dalej.

Kampinoski Park Narodowy - wydmy

 

Dalej było wesoło. Wpakowaliśmy się w niebieski szlak. Pierwszy kilometr dwa po piachu i często po piachu pod górę. Często jechać się nie dało więc prowadziliśmy rowery a na jedną z wydm nawet wniosłem go na ramieniu. Dalej znośnie. Albo pod górę po piachu, albo w dół po lesie. Niebieski szlak sprawił też że „odkryłem” do czego służą przerzutki 1-4 i 1-3. Prędkości się na nich nie zrobi ale po takim piachu da się jechać a nie iść.

Parę kilometrów dalej zjechaliśmy też z niebieskiego szlaku. skrzyżowanie dalej musieliśmy się zatrzymać i sprawdzić mapę i GPSa ale finalnie dojechaliśmy tam gdzie dojechać mieliśmy czyli wyjechaliśmy z Puszczy gdzieś koło leśniczówki Krzywa Górka.

Za lasem wioska Nowiny, która była dla nas dobrą nowiną bo w niej znaleźliśmy czynny sklep. Pod sklepem też mieliśmy towarzystwo bo spotkaliśmy dwójkę biegaczy na długim wybieganiu. Oni byli gdzieś w połowie 35 kilometrowego wybiegania, my w połowie wypadu nad Wisłę. Chwilę pogadaliśmy i pojechaliśmy wreszcie nad Wisłę. A nad Wisłę od sklepu w Nowinach był dosłownie rzut kamieniem.

Wisła

 

Tak to osiągnęliśmy cel. Dojechaliśmy nad Wisłę. Umoczyliśmy ręce, rowery, posiedzieliśmy chwilę i pojechaliśmy z powrotem.

Odpoczynek nad Wisłą

 

W drodze powrotnej postanowiliśmy się przebić przez Puszczę innym szlakiem. Zamiast niebieskim wybraliśmy szlak żółty do Famułek. Było lżej i prościej ale i tak kilka razy udało nam się zakopać w piachu. Szlak prowadził tak że kierował nas na zachód przez Famułki Królewskie.

W Famułkach chwila odpoczynku od pchania się przez piach. Famułki Królewskie i Famułki Brochowskie łączy prosty asfalt. Po jego obydwu stronach są podmokłe łąki. Skręcić nie ma gdzie a można odpocząć przed kolejnym wjazdem w puszczę.

Dalej tak samo jak w Famułkach Królewskich jechaliśmy na zachód tak w tych Brochowskich jedziemy na wschód. Mijamy w końcu kapliczkę św. Teresy, zakopujemy się w międzyczasie w kolejnym piachu i w końcu wyjeżdżamy na Łazy. Zaczyna się asfalt, zaczyna się cywilizacja. Tym razem sklep nie jest zamknięty. Czas na zakupy i popas.

Łazy – Żyrardów

Końcówka znowu taka bez historii. Wsiedliśmy na rowery w Łazach i pojechaliśmy w stronę Teresina. Tak w ogóle to droga z Łaz na Teresin to aleja im Fryderyka Chopina. Szpaler drzew wygląda świetnie i pod nim też jedzie się świetnie.

Aleja Fryderyka Chopina

 

W Teresinie zatrzymał nas kolega. Miał trochę szczęścia bo gdyby nie zamknięty przejazd kolejowy to byśmy go nie usłyszeli. A tak się udało. Poratowaliśmy go zapasową dętką, pogadaliśmy chwilę i pojechaliśmy dalej.

Za Teresinem już bez niespodzianek. Prosto na Szymanów, potem na Oryszew i z daleka już było widać kominy i bloki Żyrardowa. Kilkanaście minut później byliśmy już w mieście.

Razem przejechaliśmy w 5:38 przejechaliśmy 108,6 kilometra. Nieźle.

Trasa Żyrardów-Wisła

 

I generalnie jest banan na twarzy. Było wszystko. I sporo równych dróg gdzie można było się trochę rozpędzić i długo jechać nawet i ponad 25 km/h. Były również odcinki pokonywane z prędkością 4 km/h czyli te piaszczyste wydmy pod górę. Przez różnorowną trasę używałem przerzutek od 3-7 na zjazdach, do 1-3 w piaszczystych wydmach. Do tego dwa fajne i nieplanowane spotkania – biegacze w Nowinach i kolega w Teresinie.

Wisła

Było długo, było z przygodami, była Wisła, było fajnie.

4 myśli na temat “Operacja Wisła, czyli jedźmy na północ tam musi być jakaś rzeka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *