Otwarcie sezonu (po raz drugi) czyli jak to robi Żyrafa Żyrardów

Otwarć sezonu toć u nas dostatek powiedział Paweł jadąc, jak zwykle spóźniony na start pierwszego rajdu pod pieczą Żyrafy i drugiego w naszym wspólnym kalendarzu. Tydzień temu wylądowaliśmy z ogniskiem na stawach św. Anny. W tym tygodniu ognisko czekało na nas w Grodzie na Białynie.

Tak samo jak jak tydzień temu pojechałem na otwarcie do Mszczonowa tak teraz Mszczonów przyjechał do Żyrardowa. Na starcie stanęło nas łącznie 17 osób. Po obowiązkowym zdjęciu pojechaliśmy w Polskę.

Otwarcie sezonu Żyrardów - zbiórka

Pierwszym celem była Czerwona Niwa. Droga nie należała do najmilszych. Raz że mieliśmy lekko pod wiatr co jeszcze dało się przeżyć i nie przeszkadzało tak mocno. Dwa, że w pewnym momencie zaczęło mżyć i zrobiło się nieprzyjemnie.

Na szczęście mżyć szybko przestało a my dojechaliśmy do Czerwonej Niwy. To taka jedna z dziesiątek niby niewyróżniających się wiosek w okolicy. Ma jednak dwie niezaprzeczalne zalety. Po pierwsze sklep spożywczy w miejscu gdzie łączy się tak na prawdę 6 dróg. Stąd można jechać prosto na Guzów, Miedniewice, Bolimów, Starą Suchą, Szymanów i w jeszcze jedną stronę tak trochę do nikąd. Druga zaleta to Czerwona Niwa leży niemal pośrodku między Żyrardowem i Sochaczewem. A to właśnie tutaj spotkaliśmy się z grupą cyklistów z Sochaczewa.

Pierwszy z naszych wspólnych celów to topienie marzanny. Odbyło się ono kolejne 10 kilometrów dalej na rzece Suchej gdzieś w okolicy Wikcinka. Marzanna zapłonęła a potem popłynęła do morza!

Otwarcie sezonu - topienie marzanny

Z mostu na Suchej do Grodu został dosłownie rzut kamieniem. Ledwo odjechaliśmy od rzeki, skręciliśmy dwa razy w kolejne drogi i naszym oczom ukazała się tabliczka GRÓD NA BIAŁYNIE. Zatrzymałem się odwróciłem i zacząłem robić zdjęcia. Kiedy wszyscy przejechali pojechałem za nimi. A tu ich nie widać. Więc jadę… po prawej dom, po lewej dom…. jadę dalej… w końcu droga urwała się w polu.

No przecież kilkadziesiąt rowerów nie mogło zniknąć ot tak między dwoma gospodarstwami?! Okazało się że tzw. Gród w Białynie urządzony jest za gospodarstwem. Jest to obiekt nawiązujący do dawnych grodów w tej okolicy. Jest drewniana brama, jest chata kowala kryta strzechą, jest piec, szałas, pręgierz… Nie ma tylko prądu, ale kto w średniowieczu o prądzie słyszał?

Gród na Białynie

W grodzie czekało już na nas ognisko. Do tego gospodyni przygotowała talerz z kiełbasą, gar smalcu, żurek i własnoręcznie robiony i pieczony chleb. Zmarznięta nieco ekipa rzuciła się na jedzenie jakby tydzień głodowała. A to kiełbasa, a to chleb, a to jakieś przywiezione z sobą specjały… Z takim zapleczem to ja mogę co tydzień sezon rozpoczynać…

Grod na Białynie - ognisko

Nawet słońce było łaskawe i na czas naszej wizyty w grodzie wyszło zza chmur. Jeszcze jakby tak przestało wiać… Ale nie przestało i na dłuższą metę choć miejsce jest fajne i wikt pierwszorzędny, to jest też zimno. Podczas jazdy, niezależnie od kierunku wiatru jest cieplej…

Trzeba się zbierać!

Powrót już dużo szybszy i łatwiejszy. Wyjechaliśmy całą grupą. A potem zaczęliśmy się rozjeżdżać. Sochaczew pojechał w jedną, Żyrardów i Mszczonów w drugą. Chwilę potem Mszczonów odłączył się od Żyrardowa i jechaliśmy znowu w kameralnej grupie. Tym razem jednak lżej bo z wiatrem i bez deszczu choć był moment że wisiała za nami ciemna chmura. Co gorsza wiało właśnie z tamtej strony.

Otwarcie sezonu rowerowego

Przy okazji okazało się że najkrótszą drogą z Grodu na Białynie do Żyrardowa jest 21 kilometrów czyli półmaraton. Całość natomiast zamknęła się w 51,58 kilometra i 3:05:53 jazdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *