Wycieczka rowerowa do Kampinoskiego Parku Narodowego

Cykliczna Żyrafa jak dotychczas zawsze jeździła tylko po Puszczy Bolimowskiej. A w okolicy Żyrardowa jest jeszcze jedna puszcza – Puszcza Kampinoska. Tam właśnie wyruszyliśmy z wycieczką rowerową. Dla mnie to była okazja by znowu, po 10 latach przerwy przejechać na raz 100 kilometrów.

Plan był taki. Godzina 8:00 – wyrusza grupa na rowerach z Żyrardowa. Jedziemy w stronę Sochaczewa i w Żelazowej Woli (tam gdzie urodził się Fryderyk Chopin) łączymy się z grupą cyklistów z Sochaczewa. Potem wspólnie jedziemy przez Puszczę Kampinoską, wyjeżdżamy na Kampinos i Teresin gdzie się rozdzielamy i każda grupa wraca swoją drogą do domu. Według wstępnej mapy do przejechania było około 110 kilometrów.

Parszywa trzynastka

Tak wiec Żyrardów wyruszył o godzinie 8:00. A raczej prawie wyruszył, bo czekaliśmy jeszcze chwilę na jednego kolegę, który jechał… z Puszkowa. Do tego dołączył jeden Skierniewiak i jedenastka Żyrardowian. Tak, więc na starcie stanęła trzynastka. Można by rzecz, że parszywa trzynasta aczkolwiek z parszywością niewiele mieliśmy wspólnego.

Wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej - start

 

Pogoda dopisywała. Już z samego rana było piękne słonce i ani jednej chmurki. Zapowiadał się piękny dzień, ale jednocześnie zaistniała obawa czy nie będzie za ciepło i czy trasa nie zamieni się w przysłowiową „patelnię”. Patelni aż takiej nie było, ale pełne słonce towarzyszyło nam przez cała drogę.

Wyruszyliśmy tak kwadrans po ósmej. Przed nami była pierwsza, najłatwiejsza część rajdu – dojazd do Żelazowej Woli. Tak więc jedziemy. Michał prowadzi. Ja zamykam. Z Żyrardowa kierujemy się na Działki, Sokule i Starowiskitki. Trasę krajową 50 przekraczamy w Cygance. Potem Oryszew, Szymanów… Gdzieś po drodze miał być postój, ale grupa zgodnie twierdziła, że jedziemy dalej wiec jechaliśmy.

Ciekawie też wyglądały na Garminie kolejne pięciokilometrówki. Pierwsza w 19:42, druga w 17:25, trzecia 16:20, czwarta 15:55. Ładna pogoda, lekki wiaterek w plecy sprzyjały fajnej jeździe. Gdzieś na wsi Budki Piaseckie kolega się pyta – ile mamy do postoju? Odpowiadam – z 5 kilometrów. A później podnoszę głowę i widzę jak Michał wraz z czołem grupy zjeżdża pod sklep. Szybko te 5 kilometrów minęło…

Wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej - podjazd

 

Po chwili przerwy pod sklepem ruszyliśmy dalej. Tym razem już szybko przemknęliśmy i przez starą drogę krajową numer 2 i przez Feliksów i zameldowaliśmy się na Parkingu w Żelazowej Woli gdzie czekała na nas grupa z Sochaczewa.

Tak wiec mając w nogach jakieś 33 kilometry i w sile w porywach 38 rowerów pojechaliśmy dalej. Prowadzenie objął Jarek. On miał poprowadzić grupę przez Puszczę Kampinoską.

Przez Puszczę do Zamościa

Przyznam się, że w tym momencie straciłem trochę rachubę gdzie jestem i gdzie jadę. Biegałem parę razy po Puszczy Kampinoskiej ale zawsze po jej wschodniej, bliższej Warszawy stronie. W części zachodniej byłem pierwszy raz. Wiem tyle, że trzymaliśmy się czerwonego szlaku i wiem gdzie ten szlak się kończy – w Dziekanowie Leśnym tam gdzie startuje bieg Łosia. Niemniej jednak nie miałem zamiaru jechać aż tyle.

Wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej - gdzieś w Puszczy

 

Urozmaiceniem przejazdu przez puszczę były, jakby to powiedzieć lekcje, które Jarek wygłaszał przy bardziej charakterystycznych punktach trasy. Pierwsza taka lekcja odbyła się przy wjeździe do puszczy.

Trasa przez Puszczę nie należała do łatwych. Momentami wąska ścieżka, sporo komarów i innych łatających owadów trochę odbierało przyjemności z jazdy. Najtrudniejszy natomiast był piach. Szczególnie na drugiej części leśnej trasy. Tam było sporo piachu, kilka piaszczystych podjazdów i jeden jebutny piaszczysty zjazd. Podchodziłem do sprawy ambitnie i starałem się wszędzie wjeżdżać a nie podchodzić. Podjeżdżać się udawało. Poległem tylko (niemal dosłownie) na tym piaszczystym zjeździe. Tam była taka piaskownica, że się po prostu zakopałem.

Niespodzianką po tych piaszczystych podbojach były odwiedziny w… Zamościu. Ładnie nas Jarek wyprowadził… Wjechaliśmy w las w Sochaczewie, wyjechaliśmy w Zamościu.

Wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej - w Zamościu

 

Za Zamościem zobaczyliśmy trochę cywilizacji. Przed nami pojawił się kościół, zabudowania i informacja, że kilometr w lewo jest sklep. Tutaj grupa rozdzieliła się. Część pojechała do sklepu. Część pojechała pod sosnę powstańców. Ci spod sklepu mieli dołączyć do  grupy powstańczej. Ja wybrałem opcje sklep. W niedziele nigdy nie wiadomo, który sklep będzie czynny a który nie. A jak trafia się taki otwarty to trzeba korzystać.

I chyba nie tylko my z tego założenia wyszliśmy. Pod sklepem oprócz nas były jeszcze bodajże dwie inne grupy rowerzystów. Nic dziwnego, że uśmiech pani ze sklepu nie znikał nawet na chwilę.

Po krótkim popasie (albo popiciu) pojechaliśmy dalej. Grupa sklepowa dojechała do grupy powstańczej na kolejną lekcję historii. Tym razem na skraju wsi Górki Kampinoskie, Jarek opowiedział kilka slow o Sośnie Powstańców z 1863 roku. Była ona niemym świadkiem mordowania powstańców przez carskich kozaków. Dziś jej szczątki są jednym z pomników przyrody i historii na terenie Kampinoskiego Parki Narodowego.

Wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej - sosna powstańców

 

Po krótkiej chwili mieliśmy ruszać dalej… Tylko, że brakowało nam jednej osoby. Grupy sochaczewskiej nie ogranialismy, więc gdyby kogoś zabrakło to pewnie byśmy tego nie zauważyli. Swoją grupę kojarzyliśmy lepiej wiec wiedzieliśmy, że jednej dziewczyny nie ma z nami. Z tego, co zauważyliśmy spod sosny powstańców nie wyjechała. Ostanie miejsce gdzie ją widzieliśmy to wyjazd z lasu około Zamościa. Pod sklepem jej nie widziałem. Gdzie jest? Nikt nie wie.

Tak wiec próbując zdobyć numer telefonu do koleżanki spędziliśmy kilka może kilkanaście nerwowych minut. Pomysłów, co robić było kilka aż tu nagle dostaliśmy informacje, że koleżanka znalazła się w Granicy. Czyli jest jakieś 6-7 kilometrów dalej niż my.

Wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej - rowerzyści

 

Jedziemy gonić grupę!!

Ledwośmy ujechali kilkaset metrów a dogoniliśmy kolejną grupkę, która została z tyłu. Im się nikt nie zgubił tylko złapali gumę. W chwili jak dojechaliśmy rower był już naprawiony i grupka zbierała się do odjazdu. Pojechaliśmy więc razem do Granicy.

W Granicy dłuższy popas. Lesiny parking dawał miejsce zarówno, aby odpocząć, poleżeć jak i usiąść przy drewnianych stołach. Przejazd przez puszczę zmęczył mnie dosyć mocno, więc po obowiązkowym zdjęciu zacząłem małą ucztę. Zanim wyjechaliśmy zjadłem niemal wszystko, co miałem w plecaku. Siły wróciły!

Wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej - w Granicy

 

W Granicy była też możliwość obejrzenia muzeum przyrodniczego Puszczy Kampinoskiej. Nie skorzystałem. Wybrałem odpoczynek.

Po wyjeździe z leśnego parkingu w Granicy kończyła się też kampinoska część rajdu. Chwile po opuszczeniu wioski zaczął się znowu asfalt i bardziej cywilizowane tereny. Od tego też miejsca powoli zaczęła opuszczać nas grupa sochaczewska. Zanim dojechaliśmy do Kampinosu grupę stanowił w większości peleton z Żyrardowa.

Wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej - w Kampinosie

 

Do domu!

Końcowa cześć rajdu to znowu nawijanie asfaltu w stronę Żyrardowa. Tak wiec z Kampinosu pojechaliśmy na Teresin, potem Kaski, Baranów, Feliksów i przez Nowe Kozłowice do Żyrardowa. Zabawna sytuacja miała miejsce pod koniec rajdu, ponieważ żyrardowską grupę przez miasto Żyrardów prowadziło dwóch rowerzystów – jeden z Sochaczewa, drugi z Skierniewic.

Tak właśnie około godziny 19 rajd dojechał do końca pod żyrardowską fontannę na placu Jana Pawła II. Liczniki, GPSy i inne urządzenia pokazały ponad 100 kilometrów. Garmin padł w drodze powrotnej, ale dorysowując sobie ostatnie 20 kilometrów ręcznie zaliczam sobie przejechane 103,5 kilometra. Trzeba było to jakoś uczcić więc oprócz podziękowań zaliczyliśmy małą kąpiel w fontannie razem z dzieciakami.

 

Tak właśnie zakończyła się wycieczka rowerowa do Puszczy Kampinoskiej, a ja przejechałem 100 km na rowerze po raz pierwszy od jakichś 10 lat!! Mam z tego powodu pewną dziką satysfakcję i co ciekawe myślałem, że po takim dystansie będę bardziej zmęczony. A tu nawet mnie tyłek specjalnie od siodełka nie boli. A może bym tak się przerzucił z biegania na rower?!

Skomentowali

  • 10.06.2014 at 21:10
    Permalink

    Super relacja Pawle. ps. Następnym razem wyprowadzę Was przez lasy w jeszcze inne miejsce jak natrafi się ku temu kolejna okazja 🙂

    Odpowiedz
  • 10.06.2014 at 22:34
    Permalink

    Paweł, fajowe podsumowanie wspólnej niedzieli. Myślałam, że tylko ja jestem taka szalona żeby pierwszy raz w życiu przejechać ponad 100 km bez przygotowania ale jak widać ten świat ma więcej takich fajnych szaleńców 🙂

    PS. Szacun ogromny za to twoje bieganie. Chylę czoła i pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • 11.06.2014 at 20:06
    Permalink

    Zamość pozdrawia 🙂 I zaprasza ponownie 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *