Zakończenie sezonu rowerowego z Żyrafą

Po trzech letnich Cyklicznych Żyrafach miało nie być w tym roku więcej rowerowych imprez. Padło jednak szybkie hasło, aby zrobić rowerowe zakończenie sezonu. Od pomysłu do wykonania nie minęła długa droga i dziś Żyrafa w skromnym 7-osobowym składzie symbolicznie zakończyła sezon rowerowy 2013.

Organizatorem symbolicznego zakończenia sezonu było stowarzyszenie Żyrardowskich Amatorów Fizycznej Aktywności „ŻYR.A.F.A.”, zwane w skrócie Żyrafą. Trasa zaplanowana wstępnie została na 50 kilometrów i prowadziła z Żyrardowa wgłąb Bolimowskiego Parku Narodowego. Atrakcją było ognisko ulokowane mniej więcej na 30 kilometrze trasy.

Rajd startował o godzinie 10:00 spod toru kolarskiego na ulicy Żeromskiego. Na starcie stawiło się 7 osób. Co ciekawe choć było nas niewiele to stanowiliśmy grupę że tak powiem „międzypowiatową”. Trzy osoby reprezentowały Żyrardów, a po jednej: Wiskitki, Mszczonów, Milanówek i Sochaczew.

Zakończenie sezonu rowerowego z Żyrafą - skład

 

Pierwsza cześć trasy urozmaicona – trasa prowadziła w większości leśnymi czy też polnymi drogami. Asfaltu było mało. Ot tyle, co potrzeba żeby dojechać do kolejnej szutrówki. Tradycyjnie pierwszą część trasy prowadziłem. Michał teoretycznie zamykał tył, ale przy tak małej grupie nie było z tym problemu. Cały czas jechaliśmy w jednym peletonie a kwestia, kto prowadzi a kto zamyka rajd była mocno umowna.

Przez Las Żyrardowski przejechaliśmy w taki sposób, w jaki nigdy dotąd nie jechaliśmy. Obwodnicę przekroczyliśmy przy torach a następnie zygzakiem jechaliśmy w stronę Tomaszewa. Było trochę nierównego terenu, piachu i błota, ale tak właśnie miało być. Wyjechaliśmy na Tomaszew i po krótkiej chwili asfaltu znowu wjechaliśmy w las. Tempo było wolne. Nikt na szczęście nie rwał do przodu ani też nikt nie robił za czerwoną latarnię. Tak było już do samego końca.

Zakończenie sezonu rowerowego z Żyrafą - peleton

 

Trochę szybciej zrobiło się tam gdzie było równiej, czyli na Antoniewie i Smolarni. To też dosyć prosty do zapamiętania fragment trasy, bo tylko dwa kluczowe skrzyżowania po drodze. Jechałem nimi już kilka razy a i tak zawsze mam wątpliwości gdzie skręcać.

Przy krzyżu w Popielarni oddaję definitywnie pałeczkę pierwszeństwa Michałowi. Dalej się nie znam. Dalej jest za daleko abym tam regularnie biegał, a poza tym z tego co pamiętałem z mapki to ostatnie kilka kilometrów do ogniska jest dosyć pozakręcane.

Pamiętałem dobrze. Michał prowadził raz w prawo raz w lewo. Miałem wrażenie, że skręcamy, co każde duże leśne skrzyżowanie. Faktycznie tak było. Trasa na mapie przypomina schodki. Michał po prostu tylko wybierał jak te schodki mają być długie.

Na końcu tych schodów było ognisko. A raczej miejsce na ognisko. Był to kawałek polany nad stawem. W tym miejscu dawien dawno był „prochowy młynek”, czyli młyn w którym mielono proch. Teraz w tym miejscu nie ma już po młynie śladu. Teraz są ślady po ogniskach. W jednym z nich miało zapłonąć nasze.

Tak, więc po pierwszej chwili lekkiej konsternacji wzięliśmy się do roboty. Ognisko samo się nie napali. Nanieśliśmy… ekhm, ekhn… drzewa:

Zakończenie sezonu rowerowego z Żyrafą - dowalamy do pieca

 

Naostrzyliśmy kijki. Sztuk siedem:

Zakończenie sezonu rowerowego z Żyrafą - przygotowania

 

I kiedy ognisko już się rozpaliło, zasiedliśmy do pieczenia kiełbasek:

Zakończenie sezonu rowerowego z Żyrafą - przy ognisku

 

Po 2,5 godzinie jazdy przez chłodny las ciepełko, które biło od ogniska było wręcz zbawienne. Jedliśmy, piliśmy i było bardzo wesoło. Te zbieranie drewna i inne okołoogniskowe czynności były bardzo fajne. Zaopatrzenie też było całkiem przyzwoite. Oprócz tradycyjnej kiełbasy i chleba mieliśmy też kawę i herbatę. W termosach!! Czyli herbata była równie ciepła a nawet gorąca. Cały ten wikt dowieźliśmy oczywiście we własnym zakresie.

W ten sposób minęła najciekawsza godzina zakończenia sezonu.

Droga powrotna była zdecydowanie krótsza i łatwiejsza. Z ogniska wyjechaliśmy prosto na Bartniki a potem niejako wzdłuż torów przez Radziwiłłów i Jesionkę dojechaliśmy do krzyża na Łubnie. Tam mięliśmy wybór: krótsza, ale na pewno trudniejsza droga przez las czy dłuższa, ale łatwiejsza droga dookoła. Demokratycznie wybraliśmy drogę dłuższą, ale łatwiejszą.

Tak właśnie około godziny 15:00 dojechaliśmy z powrotem pod tor kolarski. Całość rajdu nazwanego „zakończeniem sezonu” zajęła nam 5 godzin, z czego 4 godziny zajęła nam jazda na rowerach (2,5h na ognisko i 1,5h z ogniska). Pozostałą godzinę spędziliśmy z kijem przy ognisku. Przejechaliśmy razem 52 kilometry.

Tak zakończyliśmy sezon rowerowy 2013. Zapraszamy za rok!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *