2. Rajd rowerowy „Cykliczna Żyrafa” – z wizytą w Prochowym Młynku

Po sukcesie, jakim była pierwsza edycja rajdu „Cykliczna Żyrafa” nie trzeba było długo czekać na to by nasze stowarzyszenie Żyrardowskich Amatorów Fizycznej Aktywności podjęło decyzję o kolejnym rajdzie. Tym razem w prawie 40 osobowym składzie pokonaliśmy 50 kilometrów odwiedzając zalew Bolimowski oraz gajówkę „Prochowy Młynek” gdzie na uczestników czekał grill oraz napoje.

Wystartowaliśmy tradycyjnie o godzinie 10:00 spod fontanny na placu Jana Pawła II w Żyrardowie. Tym razem w przeciwieństwie do pierwszej edycji rajd odbył się nie w sobotę a w niedzielę. Było to o tyle trafne posunięcie, że całą sobotę pogoda była, delikatnie mówiąc, „barowa”, a warunki w lesie były tragiczne. Natomiast niedziela to już zupełnie inna sprawa. Uczestników powitało rześkie letnie powietrze i słoneczne niebo.

II rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - start

 

W takich właśnie warunkach po ustaleniu kilku spraw organizacyjnych i zebraniu pieniędzy (uczestnictwo, a raczej grill kosztował 17 złotych) wyruszyliśmy na trasę.

Początek rajdu trudny. Podobnie jak za pierwszym razem to mi przypadł zaszczyt wyprowadzenia rajdu poza Żyrardów. Nie muszę mówić, że nie było to łatwe. Kolumna 40 rowerów swoje zajmuje, a kiedy po drodze znajdują się jeszcze skrzyżowania z sygnalizacją świetlną to niemożliwym jest, aby wszyscy przejechali na raz. Ale nie zostawiliśmy tych na końcu samych. Ja starałem się prowadzić najwolniej jak się da, a końcem peletonu zajął się Michał. On zabezpieczał nasze tyły.

Pierwszy odcinek do Sokula spokojny i poprowadzony w większości utwardzonymi drogami. Jechało się dosyć komfortowo, choć wolniej niż na pierwszej edycji. Dużo większa grupa powodowała to, że poziom uczestników również się rozszerzył. Tak, więc jechali z nami i młodzi, i starzy, i matki, i ojcowie, i niedzielni rowerzyści i wreszcie ci, dla których kilkudziesięciokilometrowe trasy to codzienność. Mieliśmy tworzyć jedną kolumną wiec siłą rzeczy jechaliśmy wolniej. W Sokulu przy dworku zrobiliśmy malutki postój. Dołączył do nas budowniczy trasy – Jacek.

Dalsze kilometry przez Antoniew do Smolarni to zmienne przewodnictwo moje i Jacka. Dopóki nie wyjechałem poza obręb terenów, które znam z biegania mogłem prowadzić. Często wyglądało to tak, że Jacek z kolegą wyjeżdżali do przodu i zabezpieczali kolejne skrzyżowania, przez które przejeżdżaliśmy. Ja wtedy tylko jechałem i prowadziłem peleton.

II rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - peleton z oddali

 

W Smolarni pierwsza atrakcja, o której warto wspomnieć – ręcznie rzeźbiony krzyż przydrożny. Rajd jedzie, a ja zatrzymuje się na kilka zdjęć i szybki popas. W międzyczasie jeszcze byłem zmuszony do malej poprawki przy rowerze i ups…. Gdzie jest peleton? Pojechał…

Na szczęście drogę z Smolarni na Popielarnię znam z biegania, więc wiem gdzie jestem. Po kilkuminutowej pogoni dojeżdżam do grupy. Chwile później za Popielarnią kończy się moja mapa. Jestem na terenach, które znam tylko orientacyjnie z map i na których jeszcze nigdy nie byłem. Niedługo potem miał być mały przystanek przy Mauzoleum w Joachimowie-Mogiłach.

Ale zanim dojechaliśmy do Mogił mieliśmy małą awarię. Przed tartakiem Bolimowskim jednemu z uczestników rozpiął się łańcuch. Na szczęście były narzędzia, była wiedza, a właściciel roweru okazał się takim MacGyverem, że po kilku minutach łańcuch był na swoim miejscu. Znowu musieliśmy nadganiać. Do grupy dołączyliśmy na planowanym postoju pod Mauzoleum.

Po krótkim postoju ruszyliśmy dalej. Droga do Bolimowa minęła bez większych niespodzianek. Czoło rajdu prowadził Jacek, tyły ubezpieczał Michał, więc ja zająłem się byciem wolnym elektronem krążącym miedzy tyłem a przodem kolumny. Mogłem też zacząć robić zdjęcia na większą skalę. Ich robienie miało tylko jeden minus. Aby złapać całą przejeżdżającą kolumnę musiałem trochę przycisnąć na pedały, odjechać od peletonu na kilkaset metrów i się ustawić na poboczu. Potem przez minutę czy dwie robiłem zdjęcia przejeżdżającemu peletonowi, a kiedy przejechał Michał zamykający rajd, wsiadałem na rower i musiałem gonić.

II rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - w Bolimowie

 

Zalew Bolimowski nie urzekał. Sam w sobie owszem jest ładny, ale tym razem widok psuły śnięte ryby przy brzegu. Po kilku minutach odpoczynku rajd ruszył dalej. Następnym przystankiem na trasie rajdu była gajówka „Prochowy Młynek”.

Dojazd tam poprowadzony był jednym z bardziej urokliwych szlaków w tamtejszej okolicy. Szlak ten prowadził wąską ścieżką wzdłuż starorzecza Rawki. Było wąsko, ale bardzo pięknie. Wiele osób rozglądało się na boki podziwiając przyrodę. Ja tez podziwiałem i stwierdziłem, że warto było jechać taki kawał drogi by tu przyjechać. Poza tym lubię takie wąskie meandrujące leśne ścieżki. Oczami wyobraźni już widziałem siebie biegnącego tędy. Super sprawa!

II rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - nad starorzeczem Rawki

 

Na tej ścieżce też tył rajdu miał małe problemy. Jednemu z uczestników coś wplątało się w koło i został z tyłu. Nie wiedziałem gdzie dokładnie dalej prowadzi droga, ale jak nakazuje organizatorski obowiązek, poczekałem. Tymczasem Michał, który etatowo zamykał rajd też miał mały problem, bo pojechał nieco innym szlakiem niż trzon rajdu. Na szczęście tak Michał ze swoją grupą jak i ja z kolegą dojechaliśmy szybko do głównego peletonu i już razem mogliśmy kontynuować podróż.

Wraz z kolejnymi kilometrami długość peletonu ulegała zwiększeniu. Przed dojazdem do Bartnik podjąłem decyzje (którą to już?!) o przejechaniu z końca na czoło rajdu. Długa prosta droga spowodowała to, że rajd rozciągnął się do niesamowitych rozmiarów. Tyle czasu ile wtedy zajęło mi dogonienie czołówki, nie zajęło mi ani wcześniej ani później. Pedałowałem i pedałowałem, a przód rajdu jakoś nie chciał się zbliżyć. Dogoniłem go dopiero w Bartnikach. Stamtąd już rzut beretem do „Prochowego Młynka”.

Gajówka „Prochowy Młynek” to główny punkt naszego rajdu. Tam czekał na nas już rozpalony grill i wesoło skwiercząca kiełbasa. Czekała też herbata, kawa i zimna woda z miętą i cytryna. Jednym słowem – wypas!! – i z tego co widać było po minach uczestników taka forma przerwy w rajdzie bardzo im odpowiadała. Niektórym odpowiadała tak bardzo, że obawiałem się o to czy będą chcieli dalej pedałować…

II rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - uczestnicy w Prochowym Młynku

 

Chcieli! Najedzeni i napici ruszyliśmy dalej już w kierunku Żyrardowa. Kilka kilometrów za „Prochowym Młynkiem” znowu znalazłem się na drodze, którą znam z biegania. Stąd już mógłbym i sam wracać i się nie zgubić. Wykorzystując swoją wiedzę, znowu urywam się do przodu by zająć strategiczną miejscówkę u wylotu drogi z lasu. Miejsce było o tyle charakterystyczne, że nie dość, że robiłem zdjęcia to jeszcze wskazywałem kierunek rajdu. Nikt nie mówił, że bycie odpowiedzialnym za taki peleton jest łatwe.

Ostatni planowany postój to ten przy słynnym sklepie we Franciszkowie. Słynny, bo chyba znany każdemu regularnie pedałującemu po Bolimowskim Parku Krajobrazowym. Tym razem pod sklepem w cieniu usadowiło się kilku ?lokalsów?, więc na brak humorystycznych anegdotek nie mogliśmy narzekać. Ale taki już jest urok tego miejsca.

Ostatnia część drogi to jazda przez Jesionkę i Las Żyrardowski. Ten ostatni fragment interesował mnie szczególnie, bo to moje biegowe poletko. Tak samo jak przed pierwszym rajdem tak i teraz rano obiegłem trasę, którą będzie rajd prowadził. Wiedziałem, które drogi omijać, a które są bezpieczne dla takiej grupy rowerzystów. Rano tez biegając na zakręcie przy leśnym krzyżu napisałem na ziemi wielkimi literami ?ŻYRAFA?. Godzinę później kolega, jadąc na start rajdu, dopisał jeszcze „II”. Napis jak się okazało utrzymał się przez długich kilka godzin tak, że jadąc był doskonale widoczny.

II rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - niespodzianka!

 

Rajd zakończył się w tym samym miejscu gdzie się rozpoczął, czyli na placu Jana Pawła II. Dojechaliśmy do niego około godziny 16:30, tak wiec cały rajd razem ze wszelkimi atrakcjami i postojami po drodze zajął nam 6,5 godziny. W tym czasie przejechaliśmy trochę ponad 50 kilometrów.

Ilość uczestników też nas zaskoczyła. Na sam grill przed startem zapisanych było prawie 30 osób a ostateczna frekwencja wyniosła według naszych obliczeń (niektórzy nie korzystali z grilla) 38 osób. To prawie drugie tyle, co na pierwszej edycji. Żyrafa rośnie i rozwija się lepiej niż planowaliśmy. A to tylko cieszy i daje kopa do dalszej pracy.

II rajd rowerowy "Cykliczna Żyrafa" - zakończenie

 

Tak wiec zapraszam na kolejne rajdy pod szyldem „Cykliczna Żyrafa”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *