Mazury 2016 – Operację Grunwald czas zakończyć!

W ubiegłą niedzielę przyjechałem rowerem z Żyrardowa na Grunwald. Potem przez tydzień jeździłem po okolicy zaliczając kolejne miejsca i miasta. Przyszedł jednak czas aby wreszcie wrócić do domu i podsumować całą tygodniową wyprawę, podczas której nakręciłem ponad 1000 km.

Aby cokolwiek podsumować najpierw jednak należało do domu wrócić. To nie było łatwe, bo dzień powrotu już od samego rana nie napawał optymizmem. Padało jak wstałem. Padało jak jadłem śniadanie. Padało jak się pakowałem. Padało jak wyjeżdżałem. Deszcz nie był duży, ale perspektywa jazdy cały dzień w deszczu była nieciekawa.

Przez deszcz i przez „a może zaraz przestanie”, wyjechałem o jakieś pół godziny później niż planowałem…

Pola Grunwaldu

Parszywa czterdziestka

Pierwsze 40 km do Działdowa były parszywe. Cały czas mniej lub bardziej padało, było zimno i wiał mało przyjemny południowo-zachodni wiatr. Poza tym jak to na mazurach, droga prowadziła raz w górę, raz w dół.

Pierwsze dziesięć kilometrów pojechałem na porannym zapale. Potem byłem już przemoczony, zziębnięty a kolejne górki wyrastały przede mną nieubłaganie. W skali całej ponad 200 kilometrowej trasy ujechałem ułamek, a już miałem dosyć. Nie miałem jednak wyboru i choć nic nie zapowiadało jakiejkolwiek poprawy jechałem przed siebie. Na poranną kawę pod Dąbrównem się nie zatrzymałem i przerwy postanowiłem ograniczać do minimum.

Na coś ciepłego zatrzymałem się dopiero w Działdowie. Cały czas padało. Psychicznie byłem zniechęcony i rozbity. Od 2 godzin jadę w deszczu i wietrze, a przede mną jeszcze jakieś 170 kilometrów do domu…

Czułem się jakbym nic nie przejechał i miał zaczynać od nowa.

Klasyczny błąd…

Od Działdowa pogoda zaczęła się powoli poprawiać. Nadal wiało ale przynajmniej przestało padać. Z wszystkich nieprzyjemnych zjawisk pogodowych zostało mi zimno i wiatr. No i górki ale te wiedziałem, że się skończą za Baranimi Górami.

Granica województwa

Jeszcze przed wyjechaniem z województwa warminsko-mazurskiego popełniłem wręcz klasyczny błąd. Jechałem przez kolejne wioski drogą na Lipowiec. Trzymałem się drogi z pierwszeństwem co dotychczas wychodziło mi na dobre. We wsi Rywociny choć droga prowadziła prosto, skręciłem bez oporów w prawo tak jak pokazywało pierwszeństwo przejazdu. I to był błąd. Ujechałem jakieś 3 km kiedy coś mnie tknęło. Wyjąłem mapę i faktycznie.

Powinienem w poprzedniej wsi nie skręcać na ślepo w drogę z pierwszeństwem tylko jechać prosto. Takich rzeczy nie da się przewidzieć, bo na mapie nie zawsze widać która wiejska droga ma pierwszeństwo. Jadąc tędy w przeciwną stronę niestety też to ciężko zauważyć. Trzeba być po prostu czujnym… Na moje szczęście byłem.

To ostatnia taka pomyłka podczas całego wyjazdu.

Dalej jechałem już zgodnie z planem. Dojechałem do Lipowca Kościelnego. Przejechałem przez Baranie Góry, gdzie były ostatnie podjazdy na całej trasie. Za nimi zaczęło się płaskie i monotonne północne Mazowsze.

Północne mazowsze

Kolejne wioski i wioseczki mijałem szybko i bez zatrzymania. Zatrzymałem się dopiero w Carrefour’ze w Radzanowie. Tym samym co tydzień temu. Zakupy zrobiłem w nim też podobne i siedziałem na tej samej ławce na rynku przed kościołem.

Następny w kolejce był Raciąż – miasteczko będące dokładnie w połowie drogi między Grunwaldem i Żyrardowem. Także nie zagościłem w nim długo. Jadąc dalej będę już tylko bliżej domu.

Raciąż - rynek

A po deszczu wychodzi słońce

Za Raciążem pogoda znowu się zmieniła. Wiatr który uparcie wiał od samego rana wreszcie rozgonił chmury i wyszło słońce. Najpierw na chwilę, ale dosyć szybko zrobiła się tzw. patelnia. W jednej chwili jadąc było szaro, buro i chłodno a kilka kilometrów dalej zrobiło się słonecznie i ciepło.

Takie już są uroki całodniowych tras. Raz pada, a raz świeci słońce. Zrobiło się ciepło więc kurtka wylądowała w sakwach. Bez niej jechało się dużo lżej i lepiej.

Jazda na rowerze

Jechało mi się też coraz lepiej, bo z każdym kilometrem byłem coraz bliżej domu. Odliczałem kilometry do Wyszogrodu. Tam już poczuję się jak u siebie. Tam będzie znajome miasto, cukiernia i most na moją stronę Wisły.

Od mostu w Wyszogrodzie zostało mi już „tylko” 50 kilometrów i ostatnie miasto na mojej trasie, czyli Sochaczew. Będąc w Sochaczewie umówiłem się z bratem i tatą i napisałem którędy będę jechał, tak aby mogli mi wyjechać na przeciw. Tym razem jechałem „swoją” boczną drogą przez Budki Piaseckie w stronę Żyrardowa. To już bardzo dobrze mi znana okolica, a z każdym kilometrem byłem coraz bliżej domu.

Mijałem kolejne wsie, aż wreszcie, pod Szymanowem, kilkanaście kilometrów od Żyrardowa, spotkałem się z tatą i bratem.

Spotkanie z tatą

Stamtąd pojechaliśmy razem do Żyrardowa, gdzie oficjalnie mogłem zakończyć urlopową wyprawę. Ostatniego dnia dołożyłem 207 kilometrów, ale przede wszystkim cieszyłem się, że udało mi się dojechać przed zachodem słońca i bez większych problemów.

A że pierwsze 40 km tego dnia jechałem w deszczu? Kto by o tym wieczorem pamiętał?!

Żyrardów - Plac Jana Pawła II

Razem natomiast w 7 dni przejechałem 1050 kilometrów. W lipcu cieszyłem się kiedy udało mi się przejechać 1000 w miesiąc, a teraz zrobiłem to w tydzień i to w trudniejszym terenie.

DZIEŃ Kierunek Dystans Czas netto Czas brutto
1 Grunwald 209,4 10:44 14:09
2 Olsztyn 137,4 7:03 10:22
3 Iława 126,7 6:44 11:13
4 Morąg 155,4 7:56 10:16
5 Lidzbark 127,7 6:33 8:29
6 Nidzica 86,8 4:23 6:43
7 Żyrardów 207,5 10:40 13:04
RAZEM 1050,9 54:05 74:19

Najciekawszy poza tym, że zrobiłem 1000 w tydzień, jest fakt ile czasu spędziłem na rowerze. Tydzień to 168 godzin (a tak na prawdę 158 bo tyle minęło od wyjazdu do powrotu do domu). Przez ten czas na rowerze spędziłem ponad 74 godziny czyli 47% czasu spędziłem w trasie. Czystej jazdy było w tym ponad 54 godziny czyli 34% procent. Resztę czasu w większości przespałem.

Skomentowali

  • 23.08.2016 at 19:04
    Permalink

    GRATULACJE!! Kiedyś też muszę zrobić taki wypad zobacze czy dam radę 200km rowerem w jeden dzień zrobić

    Odpowiedz
    • 24.08.2016 at 21:56
      Permalink

      Polecam 🙂 Jak jeździsz regularnie i bez problemu robisz trasy ponad 100 kilometrowe to powinieneś nie mieć problemu. Samo 200 km nie jest takie straszne, tylko to cały dzień jazdy.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *