Rowerem z Żyrardowa do Warszawy po raz pierwszy (przez Grodzisk i Pruszków)

Plan był prosty. Jechać do pracy rowerem. W sumie wiele osób tak robi tyle, że raczej nie są to duże dystanse. Ja natomiast do pracy mam w jedna stronę… co najmniej 50 kilometrów. Na co dzień za dużo, ale w sam raz aby od czasu do czasu się przejechać.

Plan nie był jakoś specjalnie wyszukany. Miałem punkt A, czyli własny dom. Miałem punkt B, czyli miejsce pracy, którym jest Sklep Biegacza na warszawskim Żoliborzu. Pozostało mi tylko te miejsca połączyć.

Najkrótszy wariant proponowany przez google liczył sobie 50 kilometrów. Pięknie i ładnie, ale wiedziałem, że ta trasa jest dla mnie zła. W kilku miejscach proponowała mi jazdę przez parki, czy chodnikami. Jeżdżąc rowerem wole trzymać się asfaltu. Tak jest szybciej niż pchać się w każdy skrót gdzie czasami prędkość 10 km/h uważana jest za zawrotną. Z drugiej strony nie mogłem też jechać tymi największymi drogami z największym ruchem. Ideałem były wszystkie boczne asfaltowe drogi.

Mój pomysł na trasę podobny był do tego, co pokazało google. Generalnie chciałem trzymać się blisko torów kolejowych, bo tą okolicę widzę codziennie z okien pociągów oraz ją po prostu znam. Przy okazji w przypadku jakiejś większej awarii dotoczę się do najbliższej stacji i po prostu pojadę dalej pociągiem.

Zyrardow-Warszawa rowerem - Żyrardów

 

Jadę!

Z Żyrardowa wyjechałem około 7:10 tak, więc miałem 2 godziny i 50 minut na dotarcie do pracy. O siódmej rano w niedzielę ruchu praktycznie nie ma, ale i tak z miasta wyjeżdżam mniejszymi ulicami. Na tych większych obowiązuje zakaz jazdy rowerów. Są co prawda ścieżki rowerowe ale zaprojektowane tak że nie da się nimi bezpiecznie jechać z prędkością większą niż 10 km/h więc nimi nie jeżdżę. A na mandat nie reflektuję. Z Żyrardowa wyjeżdżam ulicą Mireckiego w kierunku Międzyborowa.

Międzyborów

W Międzyborowie zaczynają się proste asfaltowe drogi. Ja zaczynam się rozgrzewać. Stojąc pod szlabanem w Międzyborowie przejeżdża mi przed nosem pociąg, którym czasami jeżdżę do pracy. Za Międzyborowem jadę skrótem przez Sade Budy i wyjeżdżam na drogę 719.

Jaktorów

Do Jaktorowa cały czas drogą wojewódzką. Natomiast sam Jaktorów ledwo się zaczął a już skończył. Przejechałem jedne światła i już nawet nie wiem czy stanąłem na nich czy nie. Jedzie się świetnie, bo droga prosta i gładka. Prędkość mam cały czas w granicach 22-25 km/h i utrzymuję ją bez problemu. Ruchu samochodowego, który w dni powszednie jest tutaj spory w niedzielę rano praktycznie nie ma. Mam pustą drogę. Trochę mnie tylko jakby tyłek zaczął boleć od siodełka. Jadąc przez Kozerki wiercę się na rowerze, bo nie mogę się dobrze usadzić na siodełku… Mam nadzieję, że nie będzie tak do końca!

Zyrardow-Warszawa rowerem - Milanówek

 

Grodzisk Mazowiecki

W Grodzisku mam do przejechania trzy skrzyżowania ze światłami i trafiam w trzy czerwone. Postój pod światłami wykorzystuję do tego, aby mi tyłek odpoczął. Co ciekawe od tego momentu już było dobrze. W Grodzisku zjeżdżam z drogi wojewódzkiej w jednokierunkową Kilińskiego a potem do Milanówka tnę równą asfaltową boczną ulicą 3 Maja.

Milanówek

W Milanówku ani razu się nie zatrzymałem. Wjechałem tym samym ładnym asfaltem co zaczął się w Grodzisku. Przejechałem przez centrum bez zatrzymania. Na ulicy Warszawskiej rzuciłem okiem na trasę Biegu STO-nogi i pognałem dalej. Za Milanówkiem ulicą Podwiejską wracam dosłownie na chwilę na 719.

Brwinów

Ale po drodze 719 nie jadę długo. Zjechałem z niej na pierwszym zjeździe do centrum Brwinowa. Pamiętam że ul. Grodziska była kiedyś jedną wielką dziurą. Teraz jest gładka jak stół i jedzie się leciutko. Jednocześnie na garminie widzę, że cały czas jadę 25 km/h. Wow! Przy Grodziskiej jest też urząd gminy. O taki!

Zyrardow-Warszawa rowerem - Brwinów

 

Parzniew

Potem Przczelińska, Graniczna i już jestem w Parzniewie. Parzniew to kolejny równy jak stół nowy asfalt. Drugi raz z rzędu garmin pika mi, że piątkę zrobiłem ze średnią większą niż 23 km/h. W międzyczasie wciągam drugie śniadanie. Żel ALE o smaku bananowo-truskawkowym smakuje jak guma turbo z lat 90-tych. Dziwny smak.

Zyrardow-Warszawa rowerem - Parzniew

 

Pruszków

Gdybym jechał główną trasą to Pruszków jest miastem świateł. A ja lecę Gomulińskiego, Staszica, Sienkiewicza, Kościuszki i mam do przejechania tylko jedne światła. W parku w Pruszkowie robię krótką pauzę. Malutki przepak, krzaczki i te sprawy… Potem kolejne światła i Bohaterów Warszawy prosto do Piastowa.

Piastów

W Piastowie najpierw wzdłuż torów… Akurat przejeżdża kolejny pociąg. Tak. Kolejny z tych, którymi normalnie dojeżdżam do pracy – 8:20 z Żyrardowa. Teraz dochodzi dziewiąta i została mi jeszcze trochę ponad godzina pedałowania. O ile chcę zdążyć do pracy.

Za stacją w Piastowie mam małą zagwozdkę – w prawo czy w lewo? W Dworcową czy 11 Listopada? Kręcę się chwilę jak smród po gaciach, ale po małej konsultacji jadę Dworcową. Wybór dobry, ale nawierzchnia okazała się do kitu. Trafiam na rozkoszną starą kostkę brukową. Na tej kostce 15 km/h było sukcesem. Po cholerę jeszcze rano dopompowałem opony?!

Zyrardow-Warszawa rowerem - Piastów

Ursus

Do Warszawy wjeżdżam ulicą Regulską. W Ursusie planowo muszę pojeździć w kółko, aby przedostać się z jednej strony torów na drugą. W krótkim okresie czasu zaliczam trzy ronda i tunel pod torami, ale tak po prostu prowadzą drogi. Za torami dawne Zakłady Mechaniczne „Ursus” – to tutaj pracuje mój, również biegający, tata.

Włochy

Najpierw ul. Traktorzystów, potem Świerszcza. Do Dźwigowej jadę bez problemów. Potem właśnie wjeżdżam na duże warszawskie ulice – po kilka pasów ruchu, z większą ilością samochodów, autobusów… Do tego zaczyna padać. Do tunelu na Dźwigowej wjechałem w mżawce, wyjechałem prosto w ścianę wody. Stojąc przed czerwonym na trasie Poznańskiej lało aż miło. Kur… tka by się przydała.

Zyrardow-Warszawa rowerem - tunel na Dźwigowej

 

Bemowo

Potem cały czas prosto ulicą Powstańców Śląskich. Do samego końca i cały czas w deszczu. Z okularami na głowie, bo zalewało mi je tak, że nic nie widziałem. Co chwilę też trafiałem w jakieś światła. Nie da się jechać cały czas równo tylko raz jest 25 km/h raz 0 km/h. Poza tym im dłużej na czerwonym stoję tym mi zimniej. Jak jadę w deszczu jest mi ciepło. Jak postoję na światłach o kilka sekund za długo to już mnie telepie z zimna. Do tego co chwilę mijanki z autobusami. Na przystankach je wyprzedzałem. Między przystankami to autobusy wyprzedzały mnie. Do tego jakieś remonty, zwężenia. Normalnie trzeba mieć oczy dokoła głowy. Gdzie ten koniec? Gdzie te Lotnisko? Gdzie ten zjazd w Maczka?

Zyrardow-Warszawa rowerem - po Warszawie

 

Żoliborz

Końcówka. Miałem jechać ulicami Maczka, Krasińskiego i Popiełuszki a nie wiem, jakim cudem nie zauważyłem skrętu w Krasińskiego. W efekcie wróciłem się aż do ronda „Babka”. Wkurzyło mnie to podwójnie, bo poza dodatkowymi kilometrami w deszczu straciłem niemal cały margines błędu na dotarcie do Sklepu przez 10:00. Muszę przycisnąć.

Przez „Babkę” przejechałem razem z samochodami i niemal dookoła. Nigdy wcześniej nie przypuszczałem, że przez takie duże warszawskie rondo będę jechał rowerem. Stanąłem jeszcze na światłach w połowie ronda, ale później już poszło gładko. Plac Grunwaldzki – zielone! Skrzyżowanie z Krasińskiego, to tutaj powinienem wyjechać – również zielone! Dalej już tylko Sklep Biegacza na Hanki Czaki 4 – cel podróży i moje miejsce pracy.

Zyrardow-Warszawa rowerem - Sklep Biegacza

 

Do sklepu dojechałem dosłownie o 9:59 tak, więc jakby na to nie patrzeć przed 10:00 zdążyłem. Byłem też, co ciekawe, pierwszym z pracowników, a wiec to mnie przypadło w udziale otwarcie sklepu.

Potem przebieranie w suche ciuchy, rozwieszenie tych mokrych po kątach na magazynie i po ogolonym ogarnięciu się mogłem pracować.

Zyrardow-Warszawa rowerem - trasa

 

Co dalej?

Sądze, że to nie była ostatnia taka przejażdżka. Wbrew pozorom jechało mi się dobrze i nie miałem większych problemów. Szybko się też uwinąłem. A wiem też, że trasę można poprowadzić lepiej. Chyba można przez Pruszków przejechać minimalnie krótszą a może i lepszą drogą. Można na pewno ominąć tą pieruńską kostkę między Piastowem a Ursusem. Można też skręcić w Krasickiego a nie cofać się aż do ronda „Babka”. Fajnie by też było przejechać przez Warszawę jakąś jeszcze mniejszą ulicą niż Powstańców Śląskich. Tylko czy się da?!

W każdym razie na następny raz, o ile będzie, będę mądrzejszy.

Skomentowali

  • 24.07.2014 at 14:53
    Permalink

    Niezły dystans jak na dojazd do pracy. A z powrotem też jechałeś rowerem ? 🙂
    Ja codziennie jeżdżę 15 km w jedną stronę 😉

    Odpowiedz
  • 15.08.2014 at 22:39
    Permalink

    To jest bardzo fajny dystans na dojazdy, ale najgorsze jest potem doprowadzenie się do stanu używalności, umycie itd. No chyba, że masz w pracy prysznic, albo dużą umywalkę 🙂

    A trasa bardzo fajna, można przy okazji sporo zobaczyć. Z własnego, niestety smutnego doświadczenia, mogę przy okazji polecić Ci jazdę w kasku. Nie brakuje szaleńców na naszych drogach, którzy tylko czyhają na zdrowie rowerzystów.

    Odpowiedz
    • 15.08.2014 at 23:42
      Permalink

      Z tym stanem używalności mam malutki problem. Prysznica brak, jest klasyczna umywalka ale daję radę. Jak się chce to można 🙂

      Odpowiedz
  • 23.08.2014 at 10:04
    Permalink

    szacunek;) ja mam do pracy 26km wjedna strone idojezdzam 3 razy w tygodniu jak niemam treningu biegowego.szkoda,ze nie wrociles rowerem ale wszystko przed toba;)

    Odpowiedz
  • 15.02.2015 at 10:13
    Permalink

    super, ja biegam, jeżdżę i pływam 😉 Ale najlepsza jestem na rowerze, najbardziej lubię pływanie, w którym jestem najwolniejsza 😉 Bieganie podciągnęłam ostatnimi czasy i przełamałam niechęć.

    Super strona, znalazłam parę potrzebnych mi na teraz informacji i dołożyłam do worka motywacji biegowych.

    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia !!!

    Odpowiedz
    • 15.02.2015 at 10:34
      Permalink

      Fajnie, że znalałaś u mnie coś co Ci się przyda 🙂

      Pozdrowienia i wszystkiego dobrego dla Ciebie!

      Odpowiedz
  • 23.06.2015 at 20:56
    Permalink

    Zbieramy podpisy za budową ścieżki rowerowej na trasie Grodzisk – Żyrardów. Bardzo proszę o podpisy pod petycją oraz jej udostępnianie. adres strony to: grodziskzyrardow.pl

    Odpowiedz
  • 19.12.2015 at 17:45
    Permalink

    Hej, bardzo przydatne informacje! Właśnie szukam sposobu, jak dojechać z Warszawy do Żyrardowa rowerem i już wiem, że pojadę zgodnie z Twoją trasą (przez Ożarów i Błonie). Jeśli chodzi o ten wpis – to znacznie przyjemniej niż Powstańców Śląskich możesz pojechać ulicami: Księcia Janusza, Księcia Bolesława, na pierwszym skrzyżowaniu w prawo w małą uliczkę osiedlową, a potem Jerzego Waldorffa aż do Generała Maczka. Duuużo przyjemniej niż Powstańców Śląskich.

    Odpowiedz
    • 20.12.2015 at 07:45
      Permalink

      Aktualnie jeżdżę mniej więcej tak jak piszesz. Tylko że po Księcia Janusza i Księcia Bolesława jadę bardziej główną Obrońców Tobruku, a potem wpadam prosto w Rudnickiego.

      Odpowiedz
  • 19.12.2015 at 18:11
    Permalink

    Mogę też polecić świetną trasę przez Ursus i Włochy.

    Tak się składa, że pracowałem w Ursusie przez pewien czas i różne trasy tam wypróbowałem. Moim zdaniem najlepsza jest trasa prowadząca przez: Regulską, Cierlicką (tuż obok dworca PKP Ursus), Gierdziejewskiego, Posag 7 Panien, Cykady, Chrościckiego, Latarnika, Notecką, Parowcową aż do Dźwigowej. Wpisałem tylko największe ulice, jest ich trochę więcej, ale wydaje mi się, że te punkty orientacyjne wystarczą i tak trzeba podeprzeć się mapą. Bo za pierwszym razem może być trudno bez wspomagania przejechać. Trasa prowadzi przez osiedla domków jednorodzinnych oraz tereny poprzemysłowe. Kompletnie nikt tamtędy nie jeździ. Jest cicho spokojnie, no i widoki są kosmiczne, dookoła opuszczone fabryki.

    Jest tutaj jeden ważny myk – musimy wykorzystać przejście dla pieszych pod torami pomiędzy Cykadami a Posagiem 7 Panien, to jest bardzo fajny skrót i zanim postawili tam słupki, to nawet samochody próbowały się tamtędy przeciskać 🙂 Przejazd jest na poziomie chodnika a nie podziemny, nie trzeba więc nosić roweru. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • 20.12.2015 at 07:50
      Permalink

      Aktualnie dużo częściej jeżdżę przez Błonie i Ożarów i mijam Ursus ale przy którejś okazji postaram się przejechać przez dawne fabryki.

      Odpowiedz
  • 06.07.2017 at 15:25
    Permalink

    O rany, tyle razy czytałam Twojego bloga i nie wiedziałam, że jesteś z mojego rodzinnego miasta ! Dopiero szukałam trasy z Warszawy do Żyrardowa, aby przejechac rowerem i natrafiłam na ten post. Póki co jeżdzę do pracy 15 km w jedną stronę, gdy pogoda dopisuje.
    Widzę, że też żyjesz według pociągów :)) W sobotę testuję trasę! Z tego, co czytam, znam chyba całą dokładnie ulica po ulicy, więc miejmy nadzieję, że dojadę bez problemów. Chyba najrozsądniejsza jest ta właśnie trasa 😉 gratki i dalszych sukcesów!

    Odpowiedz
      • 07.07.2017 at 09:14
        Permalink

        Widziałam ten post 🙂 ale na pierwszy raz wybiorę bardziej znaną mi trasę – Ożarowa nie znam tak dobrze – w razie, gdyby padł GPS lub inne niespodzianki. Będę jechać jutro z samego rana, więc nie spodziewam się korków.
        PS. Często też pomagasz wybrać buty mojemu przyjacielowi w SB:) Ja przeżywam regres biegowy, więc nieprędko kupię jakieś profesjonalne :((

        Odpowiedz
      • 29.07.2017 at 11:05
        Permalink

        No w końcu mi się udało pokonać trasę. Był duży ruch, ale dałam radę. Było więcej ścieżek rowerowych niż myślałam. Muszę przyznać, że dla mnie to był spory wysiłek i nie wiedziałam, że jazda na rowerze może być aż tak nieprzyjemna haha ale dałam radę i jestem szczęśliwa:) Planuję już kolejne wycieczki, ale nie tak prędko. Obrałam trasę jak Ty, ale niestety na rondzie za Pruszkowem skręciłam na Helenów, a nie Parzniew – myślę, że przez Parzniew byłoby lepiej. Jeśli chcesz znać szczegóły, to opisałam wyprawę: http://a-bo-co.blogspot.com/2017/07/warszawa-zyrardow-rowerem.html

        Pozdrawiam serdecznie :))

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *