Rowerowe powitanie wiosny!

W listopadzie zrobiliśmy zakończenie sezonu rowerowego, to teraz wypadło zrobić rozpoczęcie. Tyle, że jakże inne. Na zakończenie sezonu z Żyrafą pojechało 7 osób. Na rozpoczęcie sezonu, z dwóch miast – Żyrardowa i Sochaczewa – na rajd i ognisko pojechało ich ponad 50. Kawał peletonu.

Idea rajdu

Ideą tego pomysłu była integracja dwóch miast. Naszego Żyrardowa, w którym jazda na rowerze dopiero zaczyna się rozkręcać i Sochaczewa miasta, które ma większe tradycje rowerowe i które stoi rowerzystami. Plan był prosty – Witamy razem wiosnę wspólnym rajdem. Tego samego dnia o tej samej porze rowerzyści wyruszają z obu miast i spotykają się w połowie trasy.

Połowa wypadła pod sklepem spożywczym w Czerwonej Niwie. Do sklepu zarówno z Żyrardowa jak i z Sochaczewa jest 15 kilometrów, więc nikt nie jest poszkodowany. Potem obydwa miasta już razem jadą na wspólne ognisko. W drodze powrotnej również do Czerwonej Niwy jedziemy razem i tam się rozstajemy. W ten sposób obydwie ekipy miały do przejechania taki sam dystans. Taki był plan.

No to jedziemy!

Żyrardowska część tajdu zebrała się o godzinie 10:00 pod torem kolarskim na ulicy Żeromskiego. Szybkie przeliczenie uczestników. Sprawdzenie listy obecności i mogliśmy ruszać.

Otwarcie sezonu rowerowego - Żyrardów

 

Pierwsza część trasy spokojna i prowadzona dla bezpieczeństwa w dwóch kolumnach. Pierwszą prowadziłem ja. Drugą – Michał. W teorii między grupami miało być 150 metrów różnicy a było… strzelam… z 1,5 kilometra. A przynajmniej tyle mogło być pod koniec. Generalnie moja grupa pełni sił i zapału ruszyła z kopyta. Ja zresztą też. Najpierw 15, potem 16, 17, 18, 20 km/h. Tempo cały czas rosło, ale mieliśmy wiart w plecy, więc samo się kręciło. „Maksa” zrobiliśmy zjeżdzając z wiaduktu na Starowiskitkach. Mi wyszło 42 km/h…

Zatrzymaliśmy się dopiero w Guzowie. Tam poczekaliśmy na drugą grupę i ostatkie kilka kilometrów do Czerwonej Niwy pojechaliśmy razem. Tam już czekała na nas silna grupa z Sochaczewa.

Otwarcie sezonu rowerowego - Czerwona Niwa

 

W znacznie powiększonej grupie pojechaliśmy dalej. Kierunek – ognisko. Dla mnie to chyba najgorszy odcinek z całego rajdu. Jeszcze w Różanowie było nieźle. Gorzej było przez całą Wolę Szydłowiecką. Grupa grzała do przodu a mi zupełnie to pedałowanie pod wiatr nie szło. A tu tylko asfalt i pola. Asfalt i pola…

Na koniec tych pól kolejny wiadukt. Podjąłem wyzwanie kolegi i wjechałem bez zrzucania przerzutek i bez wstania na pedały. Udało się!

Otwarcie sezonu rowerowego - Wola Szydłowiecka

 

Za wiaduktem grupa znowu czekała, aby zbić się w jedną całość.

Ostatnia część dojazdu na ognisko to las. Stwierdziliśmy zgodnie, że pędzimy trochę za szybko i prowadziliśmy wolniej. Nawet sporo wolniej. Była to chyba najbardziej krajoznawcza część rajdu. Poprowadzona węższą dróżką leśną ze sporą ilością lekkich górek i dołków. W sam raz dla kogoś, kogo asfalt denerwował…

Otwarcie sezonu rowerowego - Puszcza Bolimowska

 

Dojechaliśmy w końcu na ognisko. Miejsce to samo, co kilka miesięcy temu na zakończeniu sezonu. Tylko, że tym razem miało ugościć nie 7 a ponad 50 osób.

W miejscu tym stał kiedyś prochowy młynek (nie mylić z gajówką „Prochowy Młynek”) gdzie mielono proch. Dzis młyna już nie ma. Została mała zapora i staw w środku lasu. No i miejsce na ognisko…

W międzyczasie dotarła też do nas niepokojąca informacja. Ktoś z tyłu peletonu ma problemy. Michał pojechał zobaczyć, co i jak. Ja zostałem przygotowując a raczej nadzorując ognisko. Wiele roboty nie miałem, bo wszyscy się wzięli za to solidarnie. Jak się kilkanaście osób rzuciło w las po drzewo to mieliśmy go tyle, że można było dzika piec. Zanim się obejrzałem ogień już płonął.

Otwarcie sezonu rowerowego - ognisko

 

Na ognisku spędziliśmy dobrą godzinę.

Droga powrotna była podobna do tej, którą dotarliśmy na ognisko. Znowu kierowaliśmy się w stronę Czerwonej Niwy, ale nieco inną drogą. Droga przez las była prostsza i mniej urozmaicona krajobrazowo. Potem znowu w pola. Tym razem lepiej, bo lekko z wiatrem. Ten odcinek to chyba najmilszy odcinek całego rajdu. Jechało się lekko, miło i przyjemnie.

Nawet wiadukt nad autostradą mi dobrego humoru nie zepsuł. Znowu podjechałem bez zmian przerzutek i bez stawania na pedały. Za wiaduktem – Miedniewice i nieco przypadkowy postój. Kilkoro uczestników poszło szybko rzucić okiem na sanktuarium, które się tu znajduje. Reszta, chcąc nie chcąc, musiała na nich poczekać.

Otwarcie sezonu rowerowego - Miedniewice

 

Droga z Miedniewic do Czerwonej Niwy minęła szybko. Było ciekawiej, bo trafiło się trochę ziemnych, usłanych kamieniami dróg, ale poza tym jechało się miło. Tak dojechaliśmy z powrotem do Czerwonej Niwy. Ta droga była szybsza. W tamtą z Czerwonej Niwy na ognisko Garmin policzył 17 kilometrów. Powrót był krótszy o mniej więcej 2 kilometry i wyniósł około 15 km.

W Czerwonej Niwie rozstaliśmy się z grupą z Sochaczewa. Z tego miejsca tak my jak i oni mieliśmy do przejechania jeszcze 15 kilometrów. Bez przedłużania po chwili pożegnania każda grupa ruszyła w swoją stronę.

Powrót był spokojny. Już prosto w stronę Żyrardowa. Sił było mniej niż przed południem, kiedy jechaliśmy w tamtą stronę, więc jechaliśmy wolniej, ale też już bez specjalnej „spinki”. Do Żyrardowa dojechaliśmy na 17:00. Garmin pokazał samej jazdy równo 4 godziny i równo 62 kilometry.

Otwarcie sezonu rowerowego - dystans

 

I to tyle. Z rajdu jestem zadowolony jako organizator, bo wyszło bardzo dobrze i nie mieliśmy większych wpadek. Cieszy też mnie wielkość peletonu, choć im większa grupa to też większa odpowiedzialność. Natomiast, co do samej jazdy to jechało mi się ciężko. Zapewne przez ostatni dosyć intensywny okres w pracy. Ale następnym razem się poprawię. A kiedy będzie następny raz? Jeszcze nie wiem… Ale już na niego zapraszam!

Skomentowali

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *