Roztocze 2018 – przez Góry Świętokrzyskie

Wstałem skoro świt jak zawsze. Plan na dziś to Sandomierz. A zanim tam dojadę to będę musiałem przetarabanić się przez Góry Świętokrzyskie.

Roztocze 2018 (dzień 2 z 10)
Trasa Suchedniów-Bodzentyn-Św. Katarzyna-Daleszyce-Korzenno
Dystans 70,3 km (razem: 217,2 km)

Roztocze 2018 - dzień 2

Przetarabanić to całkiem dobre słowo, bo pod kątem podjazdów i zjazdów był to najbardziej górzysty etap tej wyprawy. Zaczęło się już od samego rana kiedy okazało się że droga z Suchedniowa na Bodzentyn prowadzi cały czas pod górę. Mniej lub bardziej ale pod górę. To była już górka z tych gdzie nie ma sensu być chojrakiem i cisnąć na „normalnych” przełożeniach. Trzeba zredukować do lżejszego przełożenia i kręcić. A lżejsze przełożenie też wcale takie lekkie nie jest jak pod górę jest przez przez 3 kilometry. Kręcisz, kręcisz, pot kapie z nosa na ramę a końca nie widać.

Końce za to są spektakularne bo z góry widać wszystko. I widzę to bo chciało mi się przez naście minut jak żółw wspinać się pod górę.

Góry Świętokrzyskie

A jak góra to i zjazd. Te wcale lepsze nie są, bo wszystko zależy od jakości asfaltu. Jak jest gładki i prosty a ruch mały można się rozpędzić i bez większego problemu zjechać z takiej górki z prędkością około 50 km/h. Ten który prowadził w dół do Bodzentyna nie był idealny, ale i tak 30-40 km/h w dół jechałem. Czy mnie to cieszyło? Skądże znowu, bo każdy taki zjazd oznacza też podjazd. Teraz mam wiatr we włosach a za chwilę znowu będę się toczył pod górę jak żółw.

Tak było. Tak jak 3-4 kilometry pchałem pod górę tak potem miałem z 10 km w dół do Bodzentyna. A za Bodzenynem… Góra. Ciągnąca się przez kolejne ileśtam kilometrów do Świętej Katarzyny. Gdzie jej koniec?!

Ze Świętej Katarzyny wychodzi w górę pieszy szlak prowadzący na Łysicę – najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich. W mojej głowie pojawiło się pytanie: czy da się tam wjechać rowerem? Jak się tam dostać?

Święta Katarzyna

Finalnie skorzystałem z uprzejmości pani sprzedającej bilety do Świętokrzyskiego Parku Narodowego i przechowałem rower z sakwami w jej kantorku. To był dobry pomysł bo o ile sam początek szlaku wyglądał tak, że bez problemu bym go nawet podjechał, tak dalej zaczęły się takie kamienie, że musiałbym rower cały czas nieść. A z sakwami trochę waży. Szkoda nerwów i sił.

Szlak na Łysicę

Zostawiając rower i idąc pieszo na szczyt jednocześnie podjąłem decyzję, że nie jadę dziś aż do Sandomierza. Albo Łysica, albo jazda do Sandomierza. Można to było pogodzić i szybko wejść na szczyt a potem cisnąć na Sandomierz ale to nie jest wyścig. Mam czas na zmianę planów. To też element który powtarza się co rok. Z jednej strony mam plan miejsc przez które chciałbym jechać lub które odwiedzić. A potem w praktyce jak przychodzi co do czego to plany się zmieniają czasami z godziny na godzinę.

Szkoda było nie wykorzystać okazji do wejścia na Łysicę. Sandomierz chwilę poczeka.

Łysica - szczyt

Po zejściu z góry pojechałem nadal na południe. Jeszcze przez kilka kilometrów było pod górę a potem zaczął się piękny zjazd. Z gatunku tych po płaskiej prostej drodze po której nic nie jeździ. Pierwsze 2,5 kilometra zjazdu pokonałem ze średnią 40 km/h a maksymalnie jechałem nawet i ponad 50 km/h. W takich momentach poza pełnym skupieniem na drodze przelatują przez głowę myśli, że za nic na świecie nie chciałbym tego podjeżdżać pod górę. Że to taki zjazd, którego nie da się podjechać. A potem gdzieś dociera do głowy informacja, że przecież już takie górki podjeżdżałem. Gdybym jechał z południa na północ to tutaj bym wlókł się pod górę na najmniejszych przełożeniach. A przez Św. Katarzynę przeleciał po 40 km/h. Ot. Góry.

Góry Świętokrzyskie - panorama

To było na tyle największych górek. Pozostała część dnia to podążanie zygzakiem na południe w poszukiwaniu pola namiotowego. Błogosławieństwem była stacja benzynowa z kawą. Pierwszą na tym wyjeździe.

Pole namiotowe okazało się pomyłką. Coś co na mapach Google oznaczone jest jako pole namiotowe to w zasadzie  kawałek łąki pod lasem i nic więcej. Byłem już trochę zmęczony i stwierdziłem, że w sumie to ta łąka jest całkiem ok. Jest tu cisza, spokój a najbliższe zabudowanie oddalone są o kilkaset metrów. Szansa, że pojawi się tam ktoś późnym wieczorem lub w nocy była minimalna. Rozbiłem się między drzewami i idąc spać powiedziałem sobie: aby do rana.

Roztocze 2018 – zobacz co się działo kolejnego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *