Mazury 2016 – w ramach relaksu „tylko” Nidzica

Piąty i ostatni dzień jeżdżenia po mazurach to najkrótsza trasa z tych możliwych. Następnego dnia miałem do zrobienia ponad 200 km więc nie chciałem przeginać. Wybrałem się za to to jednego z bliższych, ale wartych odwiedzenia miast – Nidzicy.

Trasa na Nidzicę wybrałem też najprostszą z możliwych. Do objechania był kwadrat: Grunwald-Uzdowo-Nidzica-Pawłowo. Większość drogami wojewódzkimi.

Na sam przód jednak musiałem się trochę obudzić. W mojej bazie takich wygód nie było więc po poranną kawę musiałem pedałować jakieś 12 kilometrów. Z jednej strony jechać po kawę taki kawał to głupota, z drugiej co to jest 12 km, kiedy cały dzień spędza się na rowerze?

Kawa

Droga na Nidzicę to najprostsza trasa jaką jechałem w przeciągu całego wyjazdu na Mazury. Z Grunwaldu na Uzdowo owszem było pagórkowato, ale do tych górek już się przyzwyczaiłem. Wiadomo gdzie się jakiej górki a gdzie jakiego zjazdu spodziewać. Znajomość trasy pomaga.

Z Uzodwa na Nidzicę natomiast poczułem się jak na Mazowszu. Płasko, gładko i jeszcze z wiatrem w plecy. Jechało się idealnie. To było najprostsze kilkanaście kilometrów jakie przejechałem podczas całego tygodnia. Nawet nie wiem kiedy a już byłem w Nidzicy.

Droga na Nidzicę

Nidzica to miasto z jednym z najbardziej okazałych zamków na mazurach. Z tych które widziałem jest na czwartym miejscu. Za Malborkiem, Olsztynem i Lidzbarkiem Warmińskim. Robi wrażenie i tylko szkoda, że stoi na wzgórzu tak porośniętym drzewami. Z dołu nie widać jego wielkości.

Zamek w Nidzicy - brama

Na zamek wjechałem a jakże na sam dziedziniec przed zamkową bramą. Tam zostawiłem rower a sam zamek obszedłem dookoła po dziedzińcu i antresoli. Na dziś wystarczy.

Zamek w Nidzicy - dziedziniec

Na koniec pozostało już tylko wrócić na Grunwald. Najprostsza droga wiodła starą drogą krajową 7. Tuż obok niej wybudowana została kilka lat temu trasa ekspresowa. To wszystko wiedziałem.

Nie przewidziałem tylko jednego. W związku z kolejnym etapem budowy trasy ekspresowej nie da się „normalnie” wjechać na starą drogę numer 7. Wjechałem więc na nią „na dziko” jadąc zygzakiem między koparkami i przecinając teren budowy. Robotnicy nawet na mnie nie krzyczeli. Chyba się domyślili, że się wpakowałem nie tam gdzie chciałem.

Stara droga DK7

Jak już zjechałem na starą drogę numer 7 to znowu było gładko i przeraźliwie pusto. Można jechać! Wiatr? Boczny, nie przeszkadzający.

Czas relaksu, relaksu to czas

Tak dojechałem do węzła Grunwald na trasie S7, gdzie zjechałem. Przed dojechaniem do swojej bazy wpadłem jeszcze na ostatnią kąpiel nad jezioro Łubian. Wbrew wiatru i chłodnej pogodzie woda była ciepła.

Kąpiel w jeziorze

Trasę tą skończyłem około godziny 15:00. Miałem w tym momencie na liczniku „tylko” 86 kilometrów. Wystarczająco dużo jak na wyjazd rowerowy. Wystarczająco mało jak na nie przesadzanie przed jutrzejszymi 200 km.

Resztę dnia przeznaczyłem na odpoczynek i wszystko tylko nie to co robiłem przez ostatnie 5 dni od rana do wieczora – jazdę na rowerze.

Mazury 2016 – zobacz co się działo kolejnego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *