Mazury 2017 – dookoła jeziora Śniardwy

Trzeci dzień mazurskiej wyprawy to pierwszy z tych podczas których stacjonowałem pod Rucianym. Miałem kilka pomysłów na trasy a zacząłem od tej, aż nazbyt naturalnej i oczywistej. Objechać dookoła największe Polskie jezioro – jezioro Śniardwy.

Mazury 2017 (dzień 3 z 9)
Trasa Ruciane-Nida-Śniardwy-Mikołajki-Ruciane-Nida
Dystans 108,4 km (razem: 447,8 km)

Mazury 2017 - dzień 3

Startowałem znad jeziora Nidzkiego (Zamordeje). Z bazy do Rucianego prowadzi jedna, prosta jak strzała droga. Tego dnia jechałem nią po raz pierwszy, ale jak się później okazało każdy z czterech wypadów w okolicy Rucianego-Nidy zaczynał i kończył się na tej drodze.

Ruciane-Nida - rano

Niedźwiedzi Róg na południowym brzegu

Ruciane-Nida to miejsce gdzie można powiedzieć, że zaczęła się moja pętla wokół Śniardw. Cel numer jeden to Niedźwiedzi Róg na południowym brzegu jeziora. Złożyłem mapę, wsadziłem w mapnik przy kierownicy i jechałem. Dojechanie do Niedźwiedziego Rogu nie stanowiło większego problemu.

Pierwszy rzut oka na Śniardwy robił wrażenie. Drugi brzeg ledwo było widać. Jak sobie pomyślę, że mam taki ogrom wody objechać dookoła to zaczynam się zastanawiać czy to dobry pomysł. No i o której będę po tej drugiej stronie? Tej której stąd właściwie nie widać.

Jezioro Śniardwy - Niedźwiedzi Róg

Od Niedźwiedziego Rogiem zacząłem objeżdżać jezioro od wschodu. Z tym objeżdżaniem to też nie jest tak prosto, bo przez większość czasu nie widzę jeziora. Nie da się jechać wzdłuż brzegu więc jadę tak jak prowadzą drogi. A te ciągną się przez lasy, czasem pola. Po tej stronie jeziora spotkałem też najwięcej rowerzystów.

Nowe Guty na wschodnim brzegu

Drugim miejscem gdzie zamoczyłem rower w jeziorze były Nowe Guty. Najbardziej cywilizowane miejsce nad Śniardwami – z plażą, polem namiotowym i budką w której można coś ciepłego na ząb zamówić.

Rejon Nowych Gutów to też (jedyne takie) miejsce gdzie przez kilka kilometrów jechałem wzdłuż brzegu Śniardw. Co kawałek jezioro prześwitywało mi spomiędzy drzew…

Patrząc ze wschodniego brzegu na zachód czyli po największej szerokości nie widać drugiego brzegu.

Jezioro Śniardwy - Nowe Guty

Za Gutami wyjechałem na chwilę na krajową 16, ale szybko wpakowałem się znowu w małe dróżki. Wpakowałem to dobre słowo, bo nie musiałem długo jechać aby trafić na mazurski bruk. Takich dróg jest tu sporo. Pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach. Niektóre szybko się kończą ale inne…

Droga na Łuknajno

Dalej było jeszcze gorzej, bo droga zamieniła się w coś po czym właściwie się nie dało jechać. Droga składała się z czegoś co w połowie było ziemią a w połowie średniej wielkości kamieniami. Wokół roztaczał się dodatkowo jakiś gęsto zarośnięty rezerwat który sprawiał, że nie można było pojechać poboczem bo takowego nie było. Nie można było się też na chwilę zatrzymać, bo nawet jadąc czułem jak mnie obsiadają i gryzą komary. Chciałem przejechać jak najszybciej, ale mogłem jechać tyle na ile mi ta kamienista drga pozwalała.

Tłukłem się więc kilka kilometrów, klnąc na każdy kamień tej parszywej drogi.

Łuknajno na północnym brzegu

Kiedy wyjechałem na Łuknajno to w pierwszej chwili zamiast szukać wież widokowych, zrobiłem postój byle dalej od tej wkurzającej drogi. Ochłonąłem i mogłem zacząć szukać wież widokowych. Bardziej mnie interesowała ta nad Śniardwami. Gdzieś po drugiej stronie jest Niedźwiedzi Róg w którym byłem kilka godzin temu.

Jezioro Śniardwy - Łuknajno

Po drugiej stronie drogi jest druga wieża – tym razem z widokiem na rezerwat Łuknajno.

Rezerwat Łuknajno

Mikołajki skąd pływają rejsy na Śniardwy

Z miejsc do odwiedzenia dookoła Śniardw zostały mi już tylko Mikołajki. Mówią że to stolica Mazur, a ja już wiem że to najbardziej zapchane turystami miasto na mazurach. Stąd też pływają regularne rejsy wycieczkowe na jezioro Śniardwy (i nie tylko). Turyści tłoczą się natomiast na małym obszarze od kładki do portu. Cały ten obszar to knajpki, restauracje, sklepiki. Było ciasno i obejście tego obszaru z rowerem zajęło mi trochę czasu. Miejsca, aby spokojnie usiąść pod parasolem i coś zjeść nie znalazłem.

Mikołajki - port

Pojechałem dalej i za Mikołajkami już nie kombinowałem. Wyjechałem główną drogą w stronę Rucianego. Cały czas miałem asfalt. Czasami miałem górki, czasem zjazdy, ale generalnie w miarę szybko przejechałem te dwadzieścia kilka kilometrów między Mikołajkami a Rucianym.

Wróciłem tam skąd zacząłem.

Ruciane-Nida - wieczorem

Tu już jestem „jak w domu” choć do bazy nad jeziorem Nidzkim zostało mi jeszcze jakieś 10 km przez las.

Mazury 2017 – zobacz co się działo kolejnego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *