Roztocze 2018 – chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie

Spałem długo. Długo jak na wszystkie noce na tym wyjeździe bo wstałem około 8:00. Ten dzień miałem zacząć i skończyć w Zamościu więc był to dzień kiedy mogłem pojechać „na lekko”. Jechało się zdecydowanie lżej i szybciej a w dodatku na ten dzień miałem zaplanowaną mniejszą ilość kilometrów…

Roztocze 2018 (dzień 6 z 10)
Trasa Zamość-Szczebrzeszyn-Zwierzyniec-Zamość
Dystans 70,2 km (razem: 588,1 km)

Kręcić tego dnia też nie zamierzałem dużo i miał to być dzień odpoczynkowy. Za proste by to jednak było gdybym w całości go przesiedział w Zamościu. Po śniadaniu pojechałem więc w kierunku Szczebrzeszyna. Zostawałem w Zamościu na jeszcze jedną noc więc mogłem zostawić w „bazie” większość ekwipunku i spakować się „na lekko” w jeden tylko wór na bagażnik. Dzięki temu było zdecydowanie lżej jechać.

Znalazłem szlak rowerowy. Ot takie małe czerwone kropki na mapie prowadzące z Zamościa na zachód. Wyglądały kusząco, prowadziły tam gdzie chciałem więc nie zastanawiałem się długo. Jadę!

Kropki mnie zaskoczyły i pokazały, że to co na mapach oznaczone jest jako szlak rowerowy niekoniecznie nadaje się dla rowerzysty z sakwami. Prawdę mówiąc to im bardziej w las (w tym przypadku pole) tym ciemniej. Wyjeżdżając z Zamościa jechałem asfaltem. Po kilku kilometrach asfalt ustąpił miejsca szutrowej drodze. Kolejny kilometr czy dwa dalej zamiast szutru miałem przed sobą miedzę.

Pola pod Zamościem

Choć trwało to raptem z pięć kilometrów to miałem wrażenie, że przez te wszystkie pola przebijam się przez wieczność. Tak od miedzy do miedzy. Od jednego dzikiego przejazdu przez tory do drugiego dzikiego przejazdu przez tory. Od jednych szczekających psów do drugich… W końcu jednak zobaczyłem koniec i wyjechałem na normalny asfalt a stamtąd już miałem prostą drogę do Szczebrzeszyna. Tak prostą i bezproblemową, że bez większych historii zameldowałem się na miejscu.

Szczebrzeszyn - tablica

Zgodnie z przysłowiem „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie” musiałem znaleźć chrząszcza. Wiedziałem że gdzieś tam jest! Znaleźć jest go bardzo łatwo a finalnie okazało się, że w mieście znalazłem nie jednego ale dwa chrząszcze. Najbardziej jednak znany jest ten stojący na Szczebrzeszyńskim rynku. Witaj chrząszczu!

Szczebrzeszyn - chrząszcz

Nie chciałem za szybko wracać do Zamościa więc pojechałem jeszcze na chwilę do Zwierzyńca. Znów obyło się bez większych historii. Dziwne jedynie było wjechanie do miasta w którym się już było. Z jednej strony od mojej poprzedniej wizyty tutaj minęły tylko dwie noce. Z drugiej odkąd ostatni raz tutaj przyjechałem przejechałem grubo ponad setkę kilometrów, spędziłem wiele chwil w innych miejscach i poznałem kilkoro ciekawych ludzi.

Zwierzyniec - Kosciół na wodzie

Druga wizyta w Zwierzyńcu była w ten sposób krótsza od tej pierwszej. Posiedziałem chwilę nad jeziorem. Kupiłem magnesy, które wpadły mi w oko i których nie mogłem nie kupić.

A potem pognałem z powrotem do Zamościa. Na ten dzień był to koniec jeżdżenia. Skoro ma to być dzień odpoczynku to trzeba go wykorzystać najlepiej jak się tylko da!

Roztocze 2018 – zobacz co się działo kolejnego dnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *