Roztocze 2018 – wzdłuż wschodniej granicy

Za Hrubieszowem plan zaczął zmierzać ku końcowi. Z miejsc i miast do odwiedzenia zostały mi dwa punkty obowiązkowe – Chełm i Lublin. Żeby jednak pokręcić się jeszcze na wschodzie pojechałem wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej do Sobiboru.

Roztocze 2018 (dzień 8 z 10)
Trasa Hrubieszów-Dorohusk-Sobibór-Okuninka
Dystans 112,0 km (razem: 809,6 km)

Roztocze 2018 - dzień 8

Dzień zaczął się jakże charakterystycznie od wizyty na Orlenie. Te stacje są wszędzie. Nawet w Hrubieszowie! Za każdym razem kiedy na nie trafiałem zatrzymywałem się na kawę i czasami na hot-doga. Śmiem twierdzić, że to właśnie Orlen sponsorował większość kawy jaką wypiłem na wyjeździe. A kawę pić lubię.

Następnie wyjechałem z Hrubieszowa i zacząłem kierować się na północ. Najpierw jadąc na Horodło dojechałem do granicy. Tam wjechałem na drogę wojewódzką 816, ale tylko znaki sprawiały, że to trasa wojewódzka. W praktyce wygląda to jak typowa wiejska droga – jest wąska, solidnie połatana a samochód mija cię tu jeden na kwadrans.

Droga 816 - wzdłuż granicy

Charakterystyczne było też to że jechałem właściwie wzdłuż samej granicy i często zerkając w prawo widziałem a to słupki graniczne, a to jakąś tabliczkę „granica państwa” a to jakąś ambonę, która przy granicy wcale amboną być nie musi. Kilkukrotnie mijał mnie też zielony samochód straży granicznej. Nie wyglądałem podejrzanie więc nie miałem okazji się wylegitymować.

Mijałem kolejne wioski, pod kolejnymi sklepami pijąc pepsi słuchałem historii o pogranicznikach i zbliżałem się do Sobiboru.

Droga 816 - przystanek PKS

W międzyczasie wjechałem też z powrotem na szlak GreenVelo. Asfalt nie zmienił się na lepszy. Klimat przygranicznej drogi pozostał, ale odkąd wróciłem na GreenVelo pojawili się inni rowerzyści. I to jest zasadnicza różnica pokazująca, że ten szlak cieszy się popularnością. Na drodze z Zamościa do Hrubieszowa nie mijałem się z żadnym „sakwiarzem”. Na drodze od Hrubieszowa do Siedliszcza minąłem się z jednym. Odkąd za Siedliszczem wjechałem na GreenVelo z „sakwiarzami” mijałem się co kilkanaście/kilkadziesiąt minut. Różnica była więcej niż widoczna.

W porze obiadowej dojechałem do Sobiboru – miejsca w którym w czasie II wojny światowej znajdował się nazistowski obóz zagłady i w którym zginęło 180 tysięcy osób. Dziś teren ten jest w trakcie przebudowy. Z dawnego obozu zagłady nic nie zostało. Jest tylko plac wysypany białym kamieniem.

Teren byłego obozu zagłady Sobibór

Za Sobiborem zostało mi już tylko ogarnięcie noclegu. Pomysł na niego był jeden – Okuninka, która znajduje się raptem 10 kilometrów dalej. Miejsce może nie idealne na nocleg pod namiotem bo strasznie rozkrzyczane. Właściwie całe jezioro Białe nad którym leży obrośnięte jest szczelnie ośrodkami wczasowymi. Na jednym z brzegów znajduje się „główna imprezownia” z wesołym miasteczkiem, milionami bibelotów na straganach, kebabami, popcornem i z, jak się wieczorem okazało, dyskoteką na całe jezioro.

Jezioro Białe

Od godzin wieczornych rytm okolicy wyznacza donośne „umc, umc, umc…”

Miejsce na nocleg pod namiotem nie było idealne, ale znalazłem pole namiotowe po drugiej stronie „głównej imprezowni”, gdzie choć muzykę było słychać to było spokojnie. Na polu też tłoku nie było.

Rozbiłem sobie namiot i zaległem z piwem na pomoście. Druga strona jeziora niech się bawi, ja sobie tak tutaj poleżę…

Jezioro Białe - pomost

Wieczorem wyklarował się też plan na kolejne dni. Mogłem albo jechać dalej na północ ale oddalać się od Chełma i Lublina które chciałem odwiedzić. Mogłem zrobić trasę w okolicy i wrócić na nocleg nad Okuniknę, czego robić nie chciałem. Mogłem też pojechać w stronę Chełma i Lublina. Ten ostatni pomysł był najrozsądniejszy więc podjąłem decyzję, że jutro jadę do Chełma, pojutrze do Lublina a potem zostaną mi dwa dni na powrót na kołach z Lublina do Żyrardowa.

A potem słuchając – „umc, umc, umc” z drugiej strony jeziora, zasnąłem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *